< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Dobro państwa a dobro obywateli

20 marzec 2009 ·
Polityka powinno zawodowo interesować wyłącznie dobro państwa, które wynajmuje go (na ogół za ciężkie pieniądze) do pracy. Powinien działać tak, żeby państwo było jak najsilniejsze (a w ogóle: żeby istniało) za lat 100, 200, 500, 1000. To, którzy obywatele, ilu i w jaki sposób się do tego przyczynią, jest drugorzędne.

Naturalnie takie spojrzenie nie wyczerpuje zagadnienia. Pojęcie państwa ma mały sens, jeśli jest stosowane sobie a muzom. Państwo powinno być jak najmocniejsze dla swoich obywateli. To jasne. Nie ma jednak powodu, żeby dobro obywatela urodzonego w roku 1980 przedkładać nad dobro obywatela urodzonego w roku 2345. (Tzn. w demokracji jest taki powód: obywatel z roku 2345 nie jest zagrożeniem dla ciepłej posadki dzisiejszego polityka).

Dlatego z punktu widzenia państwa istotne jest, żeby nie pozwoliło mnie zamordować - bo pozwalanie na mordowanie obywateli nie służy państwu. Natomiast niemal nieistotne jest to, czy pożyję 30 lat, czy 90. Jeśli natomiast pożyję 90 lat tylko dlatego, że będę leczony ponad to, co jestem w stanie sam zapłacić, to osłabi to państwo (bo część pieniędzy się zmarnuje na realokację dóbr, a co ważniejsze: bo średnia zaradność obywateli w zakresie zapewniania sobie środków na leczenie na starość będzie mniejsza, niż bez tego działania - co może się propagować na przyszłe pokolenia w genach i w wychowaniu). W efekcie działań dzisiejszych polityków na następne - słabsze niż w warunkach wolnorynkowych - pokolenia czeka - słabsze niż w warunkach wolnorynkowych - państwo.

Naturalnie da się przeprowadzać działania odwrotne. Gdyby co rok urządzać łapankę i zabijać 3% ludzi - to przetrwaliby ci, którzy zdołają się schronić, co wzmocni obywateli (ale może osłabić państwo, bo ludzie mogą nie chcieć w nim mieszkać). Niemniej z tych samych powodów, dla których nie należy stosować regulacji promujących dzisiejszych obywateli, nie należy stosować regulacji odwrotnych. Niech państwo po prostu rozwiązuje dylematy więźnia i nie wtrąca się w Wolny Rynek i swobodę zawierania umów, strzegąc jedynie ich przestrzegania. Inaczej działamy na szkodę następnych pokoleń - co dla odmiany próbują regulacjami w drugą stronę naprawić różne Greenpeace'y. Mając układ w stanie względnej równowagi (i uznając tę równowagę za wartość samą w sobie) najprościej jest go nie ruszać. Tymczasem politycy demokratyczni zastanawiają się, jak go regulować z możliwie wielu stron tak, żeby nadal pozostawał w stanie równowagi. Nic dziwnego, że to marnotrawstwo wysiłku nie przynosi efektów. Tylko dlaczego kosztem i obecnych, i przyszłych pokoleń?

Koniec względnie krótkiej notki, trochę dłuższe odpowiedzi.

Petroff: "Sztuczne ograniczanie popytu jest właściwe, gdy gospodarka ma za sobą długi okres wzrostu i istnieje duże prawdopodobieństwo, że wejdzie ona w naturalną fazę spowolnienia lub recesji."

Votum separatum. Sztuczne ograniczanie, podobnie jak zawyżanie popytu, uważam za niewłaściwe (zresztą, co to za motywacja: skoro istnieje prawdopodobieństwo, że gospodarka spowolni, to uratujmy się przed tym: spowolnijmy ją sami wpierw?). Wolny Rynek samoistnie dąży do stanu równowagi - osiągając, owszem, niekiedy spore wychylenia.

"W dobie kryzysu, gdy on już nastanie, jest wręcz odwrotnie, działania stymulujące popyt są najbardziej właściwe, bo tylko zwiększenie popytu spowoduje powrót na drogę wzrostu, a ty znajdziesz nową lub odzyskasz starą posadę."

Biorąc pod uwagę, że obecny kryzys spowodowany jest nadmiernym popytem (nadmiernym w stosunku do czego? do podaży, rzecz jasna - ludzie konsumowali więcej, niż produkowali, w efekcie przestało starczać zarówno zaoszczędzonych zapasów, jak i sił do zatrzymania śnieżnej kuli) śmiem twierdzić, że to zwiększenie podaży spowoduje powrót na drogę wzrostu, i to działania stymulujące podaż są właściwe. Na przykład: zniesienie fiskalno-biurokratycznych ograniczeń nakładanych na przedsiębiorców. Ale ogólnie się zgadzam: zwiększenie podaży to też jest czynnik stymulujący popyt (choćby dlatego, że towary tanieją, a ludzie jednak lubią mieć) i jestem za. Tylko zwracam uwagę, że nie każde działanie stymulujące popyt będzie działać antykryzysowo. Zwracam uwagę, że powypuszczanie z więzień złodziei niewątpliwie stymuluje popyt na mocniejsze zamki, kraty w oknach i alarmy.

LordKaftan: "Nie rozumiem jednak dlaczego w dyktaturze (przez niektórych zwanej monarchią) nie miałby istnieć ustalony wiek dorosłości?"

Bo niekoniecznie jest to potrzebne (przez co staje się niekiedy niemożliwe do wyegzekwowania; w gruncie rzeczy monarcha nie potrzebuje nawet wiedzieć, kiedy kto się urodził - wyjąwszy rzecz jasna własne dzieci, żeby zachować senioralną sukcesję tronu).

Uwaga metodyczna: dyktatura to pojęcie szersze, niż monarchia - sformułowanie Komentatora brzmi trochę jak "człowiek (przez niektórych zwany Polakiem)" i podejrzewam, że jest to celowa sztuczka erystyczna. Ale gwoli wyjaśnienia: dyktatura to rządy jednostki, a monarchia to rządy jednostki oparte na tradycji i autorytecie. Dla kontrastu: autokracja to rządy jednostki oparte na sile, opcjonalnie również na autorytecie. A dla jeszcze większego kontrastu: tyrania do rządy kogokolwiek oparte na sile, opcjonalnie również na autorytecie. Większość może być tyranem w demokracji, ale nie jest nigdy dyktatorem - jest nim natomiast np. (de facto, nie de iure) Aleksander Łukaszenka, który - uszczegóławiając - jest autokratą, a nie monarchą. To rozróżnienie bywa istotne.

"Co z prawem jazdy (...)"

To, co i teraz: otrzymuje je ten, kto zda egzamin - co za różnica, czy ma 10, 15, 18 czy 100 lat, jeśli ma odpowiednie warunki fizyczne i umiejętności?

"sprzedażą alkoholu, papierosów, narkotyków, (...)"

To, co obecnie ze sprzedażą słodyczy, leków dostępnych bez recepty, czy choćby farb w postaci technicznie dopuszczającej nawąchanie się, a nawet zjedzenie. Niezależnie od wieku nigdy nie miałem kłopotów z zakupieniem tych rzeczy - naturalnie jeśli miałem pieniądze. Można narzucać dowolne rygory - a i tak kluczowe jest to, czy rodzic upilnuje - a jeśli on nie wie, w którym momencie i w jakim zakresie można przestać pilnować dziecko, które w końcu on zna najlepiej - to ustawodawca tym bardziej nie będzie o tym wiedział.

"pedofilią, (...)"

To może być najmocniejszy argument - choć gdyby pozostał sam na placu boju, nie jestem pewien, czy wystarczyłby mi dla poparcia istnienia urzędowej kategorii osób dorosłych. Nadal rodzic wie lepiej, czy dziecko jest już dojrzałe (najczęściej: matka o córce, a ojciec o synu). Jedyne, czego osoba z zewnątrz może być pewna, to to, że różne dzieci dojrzewają w różnym wieku. Jeśli boimy się nadużyć na tym polu, to można z tego powodu pomyśleć nad zakazem kazirodztwa. Zwracam uwagę, że obecna sztuczna granica wręcz zwiększa problem pedofilii - zmontuję sobie komputerowo bardzo wierną fotkę nieistniejącego w realu dzieciaka w wieku na oko 15 lat w sytuacji pornograficznej i kto oceni, czy to pedofilia, czy nie, i na jakiej podstawie? A już całkiem prywatnie: skoro się zgadzamy co do idei jednej granicy wiekowej dla każdego aspektu życia, to jaki wiek Pan proponuje i których aspektów życia to dotyczy?

"odpowiedzialnością prawną?"

Pole do popisu dla judykatury. Sędzia umie (a w każdym razie każda osoba, której państwo płaci za sądzenie powszechne powinna umieć) rozstrzygnąć stopień winy młodocianego przestępcy i jego rodziców bez potrzeby sięgania do metryki. Tu też możliwe są nadużycia - ale wolę to od sytuacji, w której dzieciak biega z nożem, bo wie, że z racji metryki nic poważnego mu nie grozi.

 

2 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
LordKaftan - Superbojownik   |  7 miesięcy i 30 dni temu  |  
"[Polityk]Powinien działać tak, żeby państwo było jak najsilniejsze (a w ogóle: żeby istniało)"

Dlatego bardzo dobrze, że wprowadzono np. obowiązkowe szczepienia, które spowodowały, że w państwie mieszka więcej zdrowych ludzi (i samych ludziu tez jest więcej). Dzięki temu państwo jest silniejsze.
Bardzo dobrze, że jest powszechna opieka zdrowotna. Ludzie żyją dłużej, dłużej pracują i zarabiają. Państwo znowu jest silniejsze.
itd. można ciągnąć

"Tzn. w demokracji jest taki powód: obywatel z roku 2345 nie jest zagrożeniem dla ciepłej posadki dzisiejszego polityka)."
Polityk w demokracji: ma w d... obywatela z roku 2345 i dba o obywatela z roku 1980
Polityk niedemokratyczny: ma w d... obywatela z roku 2345 i w d... obywatela z roku 1980.
Dlaczego?
Bo polityk niedemokratyczny (nieusuwalny) ma ciepłą posadkę i nie jest z niej w jakikolwiek sposób rozliczany. Tak więc po co ma się starać?
Gorzej. Polityk niedemokratyczny będzie dążył do maksymalizacji swojego zysku. Nie można pozbawić go urzędu-hulaj dusza, piekła nie ma!

"w gruncie rzeczy monarcha nie potrzebuje nawet wiedzieć, kiedy kto się urodził - wyjąwszy rzecz jasna własne dzieci, żeby zachować senioralną sukcesję tronu"

Z tego co pamiętam jesteś zwolennikiem podatku pogłównego. Fajne to państwo, które czerpie zyski z podatku pogłównego, ale nie ma pojęcia ile jest obywateli :D

Co do uwagi merytorycznej: Autorytet powiadasz...
A co zrobimy w sytuacji, w której króla nie szanuje powiedzmy 51%społeczeństwa? W demokracji byłaby to sprawa jasna-przegrana wyborów.
W monarchii absolutnej taki władca może sobie bimbać na poddanych.Niejaki Ludwik XVI nie miał poparcia wśród ludzi, ale królował.
Tak więc monarchia nie musi opierać się na autorytecie.
Za to może opierać się na tradycji, fakt.

Za wikipedią:"Współcześnie dyktatorem określa się przywódcę kraju sprawującego władzę w sposób autorytarny, nie licząc się z prawem danego państwa i łamiąc prawa człowieka"

Prawa człowieka:
a)prawo do życia;
b)prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania;
c)prawo każdego człowieka do uznawania wszędzie jego podmiotowości prawnej;
d)zakaz stosowania tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania;
e)zakaz trzymania człowieka w niewolnictwie lub poddaństwie;
f)zakaz skazywania człowieka za czyn, który nie stanowił przestępstwa w chwili jego popełnienia;
g)zakaz pozbawiania wolności jedynie z powodu niemożności wywiązania się ze zobowiązań umownych.

A teraz: znając współczesną definicje dyktatora i prawa człowieka to ilu historycznych królów było dyktatorami?


"To, co i teraz: otrzymuje je ten, kto zda egzamin - co za różnica, czy ma 10, 15, 18 czy 100 lat, jeśli ma odpowiednie warunki fizyczne i umiejętności?"

Test na prawo jazdy pokazuje, że dana osoba ma tylko umiejętności. Nie pokazuje innych ważnych przymiotów, takich jak: rozsądek, zdolność przewidywania, brak brawury... Wiele z tych cech nabywa się wraz z wiekiem. Dlatego albo musi istnieć bariera wiekowa, albo kandydaci musieliby przejść dokładne badania psychologiczne. To drugie byłoby polem do wielu nadużyć, dlatego mi sie nie podoba.

"Nadal rodzic wie lepiej, czy dziecko jest już dojrzałe (najczęściej: matka o córce, a ojciec o synu)."
"Sędzia umie (a w każdym razie każda osoba, której państwo płaci za sądzenie powszechne powinna umieć) rozstrzygnąć stopień winy młodocianego przestępcy i jego rodziców bez potrzeby sięgania do metryki."

Prawo ma być równe dla wszystkich i ma być przejrzyste. Taki system to wyklucza.

Uważam, że granica wiekowa dla wszystkich kategorii (alkohol, papierosy, prawo jazdy, sex, kandydowanie na posła, etc.) powinna wynieść 18 lat. To jest akurat tyle, że ludzie mogą korzystać ze swoich praw we wczesnym okresie życia, a mają przy tym dość rozumu żeby podjąć mniej więcej rozsądne życiowo decyzje.
(tutaj zabrzmiałem jak stary zgred:D)

Pozdrawiam
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Petroff - Literatka   |  8 miesięcy i 2 dni temu  |  
Rzekłbym, mętny wywód, całkiem dobrze mogłeś zacząć od rozwielitek i biorąc z nich przykład kontynuować skakanie z tematu na temat. Państwo za sprawą banku centralnego ogranicza popyt choćby przez podniesienie stóp procentowych. Przeciętny Kolawski zastanowi się więc dwa razy, czy opłaca mu się kupić nowy telewizor, gdy banki komercyjne udzielą mu drogiego kredytu na to dobro. Wolałbym jednak, żeby ów Kowalski mniej oglądał tiwi, a więcej czytał - jest to relatywnie tańsze, i mniej trzeba by mu wyjaśniać i tłumaczyć... Wyprodukowanie obecnie dwa razy więcej vectr, astr i tym podobnych modeli nie spowoduje, że firma Opel wyjdzie z kłopotów, co więcej, nie będą one wcale tańsze - ktoś w końcu musi zapłacić za ich produkcję, no chyba że chodziło ci o państwową dopłatę do każdego opla - ale takie coś w skali Europy to w zasadzie protekcjonizm, który jest szkodliwy na dłuższą metę. Stymulowanie popytu można osiągnąć np. przez obniżenie stóp - Kowalski dostanie tańszy kredyt, obniżenie podatków i świadczeń - Kowalskiemu zostanie więcej w kieszeni na telewizor, przepraszam, na książkę, np. o podstawach ekonomii. Spowolnienie nadmiernego tempa rozwoju gospodarki pozwala czasem unikąć recesji, nie dochodzi wtedy do tak zwanego przegrzania gospodarki i nadmiernego zadłużania się przedsiębiorstw (np. na skutek przeinwestowania), jak też obywateli (zakup domu, od którego rata kredytu naliczana jest od wartości nieruchomości na dzień zakupu - czytaj: Kowalski płaci ratę od 500 tys., gdy jego mieszkanie jest warte teraz 300 tys.).

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi