"Polityk w demokracji: ma w d... obywatela z roku 2345 i dba o obywatela z roku 1980
Polityk niedemokratyczny: ma w d... obywatela z roku 2345 i w d... obywatela z roku 1980."
Mieć w d... można na wiele sposobów, ale zakładam, że chodziło mniej więcej o "niedbanie o interes". Dalej LordKaftan przytacza argumenty, które mają mnie do tych tez przekonać... Zupełnie na próżno. Komentator nie ma szans mnie o prawdziwości tych zdań przekonać, z banalnego powodu: już jestem o niej przekonany, więc drugi raz nie mogę. Sorry. Gdzie zatem tkwi różnica w naszych poglądach? Zgaduję, iż w punkcie, w którym wymienioną cechę polityka niedemokratycznego Bojownik uznaje - w przeciwieństwie do mnie - za wadę.
Otóż ja właśnie tego się domagam, żeby polityk nie dbał ani o interes obywatela z 1980 roku, ani o interes obywatela z 2345 roku.
Państwo nie wytwarza absolutnie niczego. Każda zatem regulacja, którą wprowadza, a która daje komuś jakąkolwiek korzyść, jeśli nie jest rozwiązaniem dylematu więźnia, odbywa się czyimś kosztem. W dodatku koszt ten jest zawsze wyższy niż korzyść - bo nie da się realokować dóbr zupełnie za darmo. Udanie się do MOPS to też jest pewien koszt. Nb.: koszt ten w szczególności zawsze jest dodatni, dlatego nawet rozwiązywanie dylematów więźnia, jeśli są one mało istotne, jest niewłaściwe.
Czy to oznacza, że wszystkie takie regulacje są nieakceptowalne? Otóż moim zdaniem nie. Poza rozwiązaniami dylematów więźnia należy niekiedy uregulować jakąś sprawę, bo po prostu musi być jakoś uregulowana - na przykład ruch lewo- lub prawostronny. Co pociąga za sobą pewien koszt, ale daje większe zyski, a co najważniejsze: i zyskują, i koszt ponoszą wszyscy. Akceptuję również rozwiązania, w których członkowie jednej grupy zyskują kosztem członków innej grupy, ale pod warunkiem, że nieistnienie grupy, która traci, jest korzystniejsze dla państwa, niż jej istnienie (nawet gdyby zamiast tych ludzi nie było nikogo w zamian). Dlatego regulacje, które kosztują tylko złodziei, albo tylko morderców, są w pełni akceptowalne. Ale nie takie, które kosztują tylko ludzi osiągających jakieś dochody.
Natomiast za absolutnie niedopuszczalne uważam dawanie Wiśniewskiemu z pieniędzy zabranych Kowalskiemu bezpośrednio, lub jakiemuś Nowakowi z 2345 roku pośrednio. Państwo nie jest od tego, żeby tu ingerować. Zarabiasz? Twoja sprawa. Bankrutujesz? Twoja sprawa. Dorobiłeś się dziesięciu willi, w każdej dziesięciu samochodów? Twoja sprawa. Nie masz co jeść, gdzie mieszkać, i za co się leczyć? Twoja sprawa. Państwo ma jedynie zapewnić każdemu egzekucję jego praw, między innymi prawa do życia - NIE MYLIĆ NP. Z PRAWEM DO WYŻYWIENIA!!!!! - prawa do poszanowania własności, wolności (co m. in. oznacza, że prawo do życia nie jest tożsame z obowiązkiem i człowiek równie dobrze ma prawo do pozbawienia siebie życia), bezpieczeństwa z zewnątrz, etc. W tym celu powinno utrzymywać policję, wojsko, szczątkową administrację, oraz zapewnić każdemu dostępność usług judykatury. A ponieważ chronienie życia każdego człowieka kosztuje mniej więcej tyle samo, podatek powinien być pogłówny - plus kataster, bo istotnie chronienie dziesięciu willi wymaga dziesięć razy tyle zachodu, co chronienie jednej.
A propos pogłównego: "Z tego co pamiętam jesteś zwolennikiem podatku pogłównego. Fajne to państwo, które czerpie zyski z podatku pogłównego, ale nie ma pojęcia ile jest obywateli :D" - zauważa też LordKaftan, dość dowcipnie, ale merytorycznie niesłusznie. Po pierwsze, mniej istotne: pogłówny nie jest po to, żeby państwo czerpało zyski, lecz po to, żeby pokrywało koszty swojego funkcjonowania. Po drugie, znacznie istotniejsze: ZTM czerpie zyski z biletów sprzedawanych od łebka i trasy, choć też nie ma pojęcia, ile osób w danej chwili jest w którym autobusie. Kwestię pogłównego można rozwiązać podobnie: to człowiek ma się postarać, żeby go zapłacić. W każdej chwili można go skontrolować (co do zasady: kontrola odbywać się będzie zawsze w przypadku skorzystania z usług, na które płaci - na przykład gdy policja uratuje mu życie - oczywiście najpierw będzie ratowało się życie...). Jeśli nie ma opłaconego aktualnie pogłównego, skazuje się go na banicję (odpowiednik wysadzenia z autobusu), ale najpierw egzekwuje się karę umowną (której wysokość musi być tak dobrana, żeby w średnim przypadku niepłacenie pogłównego kosztowało c.a. 5 razy tyle, co jego płacenie - ja proponuję wysokość 50-letniego pogłównego i, w przeciwieństwie do Komentatora, uważam, iż można pozbawić człowieka wolności celem odebrania tej należności choćby w postaci pracy przymusowej - naturalnie jeśli nie ma czego mu skonfiskować; co przy okazji jest batem na różnych wesołków przepisujących mieszkania na żony i kochanki). I tyle. Ten system naprawdę jest dość prosty, a w dzisiejszych czasach stosunkowo małym kosztem można i podczas płacenia, i podczas kontroli identyfikować kontrolowanego odciskiem palca.
Lubię czytać twój blog, na równi z blogiem Sz. P. ***ina.
Więc pisz!
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą