< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Żałoba i Wielki Piątek

16 kwiecień 2009 ·
Otrzymałem różnymi kanałami kilka pytań o mój stosunek do żałoby narodowej, która jeszcze dzisiaj trwa, i kilka o to, po co właściwie napisałem swój poprzedni wpis (jedno z sugestią, że coś tak krótkiego nie zasługuje na tę nazwę).

Najpierw o Wielkim Piątku. Gdy w zeszłym roku pisałem dzień w dzień, akurat w Wielki Piątek nie napisałem - i wtedy mnie pytano dla odmiany, dlaczego nie piszę. Więc w tym roku napisałem. A że dziwnie? Cóż święta to nie najlepszy czas na politykowanie, a dla mnie Wielki Piątek jest najważniejszym świętem w roku, więc tym bardziej.

Co, jak sądzę, wyczerpuje odpowiedź na dość dziwne pytanie, co właściwie sądzę o Wielkim Piątku. Co to jest za święto, to Państwo zapewne wiedzą, a jeśli ktoś nie wie, to ma mnóstwo źródeł. Napisać mogę najwyżej to, z czym Państwo być może się nie zetknęli. Otóż upamiętnia on ukrzyżowanie Chrystusa - wydarzenie, którego bynajmniej nie uważam za jednoznacznie negatywne. To się po prostu musiało stać, żeby ludzie w ogóle mieli szansę na zbawienie, więc dobrze dla nas, że się stało. Ukarano niewinnego (ale za Jego zgodą!), bo gdyby ukarano winnych, wszyscy bez wyjątku trafilibyśmy na wieki do Piekła. Naturalnie nie samo ukrzyżowanie, ale dopiero Zmartwychwstanie Jezusa Jego własną mocą dopełniło dzieła. I naturalnie lepiej byłoby, gdybyśmy jako gatunek przed wiekami nie zbuntowali się i nie wkroczyli na drogę grzechu. Dla ateistów nie mam równie konstruktywnego powodu, że nie było to jednoznacznie negatywne, mam tylko niekonstruktywną przesłankę: gdyby było inaczej, publikacja księgi stwierdzającej, że czynu tego dopuścili się Żydzi, na pewno byłaby już dziś zakazana.

Teraz o żałobie narodowej. Po pierwsze: samą żałobę uważam za kompletny nonsens. Trudno powiedzieć, co potrzebne jest tym, co zginęli, ale raczej nie jest tym czymś przeklinanie ich w duchu przez ludzi, którym z tej okazji odwołano imprezę, na którą się szykowali. Tym, co przeżyli, na pewno nie jest to potrzebne. Przydałaby się za to im pomoc, którą zresztą państwo opiekuńcze (tfu!) im zapewnia. Co, oczywiście, jest łatwiejsze, jeśli wpłyną podatki od zysków z organizacji jakiegoś koncertu, niż jeśli odwoła się tenże koncert. A przy okazji zmuszanie Kowalskiego, żeby zaniechał dobrej zabawy, bo zginął ktoś, kogo nie znał, a jednocześnie niezmuszanie do tego samego sąsiada Kowalskiego, gdy dziadek Kowalskiego umrze ze starości, jest urzędowym wartościowaniem jednego życia ponad drugie. Dokładnie za stosowanie tego typu wartościowania potępiamy przecież nazistów. Nie wiem, jak Państwo - ja ich potępiam za to, że w ogóle wartościowali urzędowo życie, a nie za to, że wartościowali je różnie dla różnych ludzi - gdyby urzędowo klepnęli, że życie każdego warte jest tyle samo, potępiałbym ich tak samo z tego samego powodu - za państwowość tego wartościowania. Urzędnicy w ogóle nie powinni tego życia wartościować - powinni pozwolić, żeby każdy wartościował swoje życie sam i np. oceniał, czy bardziej mu się opłaca pracować w miarę własnych możliwości (co może oznaczać np. 16 godzin upokorzenia na dobę dzień w dzień), żeby przeżyć, czy też bardziej mu się opłaca tego nie robić. To po pierwsze.

Po drugie: "narodowość" tej żałoby pozostawia dużo do życzenia. Ja akurat nie wiem, jakiej narodowości byli ludzie w tym hotelu, i w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby uzależniać empatię z konkretną ofiarą tego pożaru od tego, czy jest ona Polakiem, Czeczeńcem, Tybetańczykiem czy Czadyjką.

Po trzecie: argument, że codziennie na drogach ginie więcej osób i nie ma z tego powodu żałoby, to wbrew pozorom bardzo ważny argument praktyczny. Jestem przeciwnikiem państwa opiekuńczego, ale realnie zdaję sobie sprawę, że wykorzenić myślenia typu "życie ludzkie jest bezcenne" się nie da. Trudno. Godząc się tymczasowo z tym myśleniem jako ze złem koniecznym domagam się w takim razie, żeby każdą złotówkę alokowano tam, gdzie uratuje najwięcej żyć. Jeśli w takim pożarze ginie 21 osób i zdarza się on raz na parę lat, a na drogach ginie 40 osób każdego dnia, to znaczy, że każda złotówka zaalokowana w budowę hotelu socjalnego zamiast w poprawę bezpieczeństwa na drogach ma na sumieniu jakiś ułamek ludzkiego życia. Zapewne niewielki - ale skoro życie ludzkie jest bezcenne, to jego niewielki, dodatni ułamek również jest bezcenny, nieprawdaż? Oczywiście: na drogi w liczbach bezwzględnych potrzeba znacznie więcej pieniędzy, niż na taki hotel. Ale i tak jestem pewien, że w przeliczeniu odpowiednich proporcji zgonów, czasu i nakładów drogi są bardziej opłacalną - z punktu widzenia ratowania ludzkich żyć - inwestycją. A na pewno ktoś, kto uważa, że życie ludzkie jest bezcenne, powinien albo to policzyć, albo nie decydować w ogóle o alokacji tej złotówki.

I po czwarte: na razie nie zamierzam angażować się w żadną pomoc pogorzelcom. Jeśli wpłacę na konto PCK 10 zł - to o moje 10 zł powiększona zostanie suma, którą wytrą sobie gębę politycy mający akurat dostęp do telewizji - a dostęp ten mają niemal wyłącznie ci, których poglądów politycznych ani trochę nie poważam. (Choć będę odczuwał pewien rodzaj szacunku do polityka, który spróbuje zbić popularność na dużej pomocy dla pogorzelców, ale wyłożonej z własnej kieszeni - nawet jeśli do promocji wykorzysta telewizję i nie zapłaci za czas antenowy. Nie sądzę jednak, aby ktokolwiek - może poza Januszem Palikotem - przypasował do tego wzorca). Co jeszcze gorsze: urzędnicy mogą skalkulować te 10 zł licząc potrzeby pogorzelców - i zmniejszyć o te 10 zł przyznany im zasiłek. W dodatku nie chcąc wykazać się niegospodarnością będą musieli to zrobić - w państwie opiekuńczym, jeśli Ktoś Bardzo Ważny uzna, że optymalną alokacją jest danie każdemu pogorzelcowi 10000 zł, to danie któremuś 9990 lub 10010 jest nieoptymalne, a celowe dążenie do nieoptymalnej alokacji jest sabotażem. Może tego nie zrobią - gospodarnością oni się zanadto nie przejmują - wolę jednak nie ryzykować, że moich 10 zł nie dostanie w efekcie żaden potrzebujący, za to pójdą one na jakiś cel, którego nie popieram. Jak dobrze pójdzie: do kieszeni urzędnika, jak pójdzie źle - na jakiś zasiłek dla bezrobotnego.

Natomiast za jakieś dwa miesiące, gdy ucichnie wrzawa medialna na ten temat, pomogę znacznie chętniej.

I na zakończenie pragnę zauważyć, że pożar hotelu socjalnego możliwy jest tylko w kraju, w którym istnieją hotele socjalne. Najprostszym sposobem zagwarantowania sobie, że do niego nie dojdzie w przyszłości, jest ich likwidacja.

 

2 komentarze
mzakras
mzakras - Bojownik   |  7 miesięcy i 6 dni temu  |  
Przepraszam bardzo Mistrzyni_Gry, a po co SZ.P. Autor miałby rozumieć drugą stronę?

Bez żadnych wątpliwości widać, że nasz presydęt robi sobie szopkę.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mistrzyni_Gry - Bojownik   |  7 miesięcy i 6 dni temu  |  
Taaa...
A państwo społeczne jest możliwe tylko, gdy istnieje społeczeństwo, więc najprostszym sposobem zagwarantowania sobie jego nieistnienia jest likwidacja społeczeństwa.
Państwo opiekuńcze (oh yeah) też nam wtedy nie grozi.
Nie ma to jak konstruktywne, logiczne rozwiązanie.....

Poza tym brakuje mi w tym wpisie chociaż próby zrozumienia drugiej strony. Na przypadku "narodowości" żałoby - czy z "barwami narodowymi" będący (nawet od urodzenia) obywatelami polskimi osoby o narodowości niemieckiej nie mogą się identyfikować?
Wskutek podjęcia owej próby zrozumienia można np. dojść do wniosku, że zamiast "żałoby narodowej" właściwszym określeniem byłaby "żałoba państwowa", tylko z jakichś powodów przyjęła się jednak ta pierwsza nazwa i to ona jest stosowana - nawet gdyby w tym hotelu społecznym zginęli sami np. Czeczeni.

"Dokładnie za stosowanie tego typu wartościowania potępiamy przecież nazistów."
Bez liczby mnogiej proszę - większość z nas potępia nazistów za (między wieloma innymi) znacząco inne różnicowanie, niż opisane w tym wpisie.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi