Słyszałem od Żony o niedawnym przypadku, kiedy jakaś kobieta przy Universamie (rondo Wiatraczna, Warszawa) zostawiła w upale swoje 2-letnie dziecko w zamkniętym samochodzie. Ludzie to zauważyli, ktoś zawołał policję, policja wybiła szybę, wyciągnęła dziecko. Dziecko trochę pocierpiało, zapewne trwałego uszczerbku na zdrowiu nie poniesie. Matce grozi odebranie praw rodzicielskich, ale w praktyce skończy się moim zdaniem na jakiejś karze więzienia w zawiasach i grzywnie - całkiem słusznie zresztą. Natomiast odrębną kwestią, ale też zasługującą na poruszenie, jest:
kto powinien zapłacić za wybitą szybę? Ponieważ nie słyszałem, żeby ktokolwiek ją poruszał publicznie, ja spróbuję.
Sprawa, przynajmniej z liberalnego punktu widzenia, nie jest wcale jasna. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie ogólne: czy człowieka, który łamie prawo, należy obciążać kosztami zmuszenia go, by tego prawa nie łamał i poniesienia kary, czy nie? Proszę się dobrze zastanowić nad odpowiedzią. Jednym pytaniem jest bowiem, czy słuszne jest, by owa kobieta zapłaciła za szybę, a drugim - czy słuszne było, by CzeKa (bodajże) wysyłała rodzinom skazanych na karę śmierci rachunek za kulę, zaś trzecim będzie pytanie, czy słuszne jest obciążanie kosztami ewakuacji dowcipnisia dzwoniącego z alarmem bombowym.
Ktoś, kto wie, o co mu chodzi, powinien udzielić trzech identycznych odpowiedzi. (Właśnie przyszło mi do głowy, że można uważać, że koszty zmuszenia do zaniechania łamania prawa są OK, a koszty karania nie. Rzeczywiście, wówczas CzeKa wylatuje z analogii, więc w zamian wstawiam kulę, jaką zużył policjant, strzelając do człowieka po to, żeby nie zdążył on do imentu udusić innego człowieka, co już zaczął robić - i ponawiam pytanie).
Co do zasady dla mnie nie byłoby nic złego w tym, żeby kosztami każdej takiej akcji obciążyć tego, czyje działanie spowodowało konieczność poniesienia tych kosztów, lub jego spadkobierców. W tym wypadku: przestępcę. Rodzi to jednak takie niebezpieczeństwo, że władzy przestanie zależeć na tym, żeby przestępców łapać, sądzić i niwelować skutki ich przestępstw możliwie tanio. A jeśli jeszcze będzie mogła naliczyć sobie marżę od kosztów, to zacznie się tworzenie krat więziennych ze złota, co oczywiście jest bez sensu. Zwiększy to również obciążenie dla wszystkich podatników - bo jeśli policja nie będzie się starała możliwie najtaniej ukarać przestępcy, to nie będzie się również starała możliwie najtaniej działać, gdy do przestępstwa nie doszło. Trudno jest patrolować ulice w zwyczajnych butach, a gdy widzi się przestępstwo, ruszać nagle za przestępcą w super-hiper-wypasionych.
Z drugiej strony jeśli oczekujemy od policji ratowania zagrożonego życia, to nie można wymagać, aby w sytuacji przytoczonej powyżej policjant robił ekspertyzę, która szyba jest najtańsza, zanim którąś wybije. Choć można i należy wymagać, żeby nie wybijał niepotrzebnie dwóch.
Moja propozycja jest następująca. Koszt takiej akcji spada na człowieka łamiącego prawo - w tym przypadku na matkę dziecka. Jednakże jeśli udowodni on, że można było to samo osiągnąć znacznie taniej, a sąd uzna, że z punktu widzenia policjanta można było na to wpaść (na przykład na to, że wystarczy wybić jedną szybę), to wówczas ów człowiek ma roszczenia o ponadwymiarowe szkody. Tu ważna uwaga: roszczenia musi mieć do
osoby, która je spowodowała, a nie do instytucji, np. policji. Inaczej opłacałyby się układy typu: w starym samochodzie, który już i tak nie jeździ, policjant wybija dodatkową szybę, wartą samodzielnie tyle, co ćwierć auta, a odszkodowaniem dzieli się z właścicielem. Naturalnie z jakiegoś powodu policjantowi musi mimo wszystko zależeć na działaniu w obronie ludzkiego życia. Rozwiązaniem jest bardzo wysoka pensja (przypominam, że postuluję znaczące ograniczenie liczby osób pobierających państwowe pensje, ale uważam, że wszyscy ci ludzie powinni być świetnie opłacani, co najmniej na poziomie kilkukrotności średniej płacy krajowej na rękę) i jednocześnie perspektywa natychmiastowej utraty pracy lub wysokiej finansowej kary dyscyplinarnej za zaniechanie tego typu działań.
Jeszcze jedna ważna rzecz. To wszystko aplikuje się, gdy szybę wybije policjant. Gdy wybije ją zwykły człowiek, pozwalanie mu na to w imię jego przekonania, że robi coś dobrego, to prosta droga do legalizacji samosądów - a w najlepszym razie do sytuacji, w której złodziej samochodowy przyłapany za kierownicą zacznie się tłumaczyć, iż sądził, że "pożyczenie" auta jest konieczne dla ratowania czyjegoś życia, a z racji tak wysokiej konieczności działał irracjonalnie i nie rozważał detalicznie, czy tak było w istocie. Dlatego od kogoś takiego zawsze powinno właścicielowi przysługiwać roszczenie o zniszczoną rzecz.
Prywatnie: gdybym sam znalazł się w sytuacji, w której musiałbym ratować
człowieka przed taką sytuacją wybijając szybę w aucie (psa bym nie ratował, bo tych bydlaków nie znoszę; ratowanie kota bym rozważył) i sądził, że policja może nie zdążyć przed znaczącym pogorszeniem się stanu zdrowia, wybiłbym tę szybę - ale na właściciela auta bym poczekał albo zostawił swoje dane, żeby mógł mnie pozwać o zwrot kosztów - naturalnie gdyby chciał. W praktyce podejrzewam co prawda, że nawet gdyby do tego doszło, zaraz sprawa zostałaby nagłośniona przez media i co najmniej kilka firm i kilku polityków natychmiast zaoferowałoby mi zwrot tych kosztów, robiąc sobie przy okazji stosunkowo tanią reklamę. Ale liczę się z tym, że mogłoby do tego nie dojść, i uważam, że tak powinno to działać.
P.S. Przepraszam za brak wcięć, interfejs do edycji notek się lekko zmienił i jeszcze nie do końca go opanowałem.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą