Kiedy piszę, że "chcącemu nie dzieje się krzywda", mam na myśli to, że człowiek, któremu pozwoli się działać, wybiera zawsze to, co jego zdaniem najbardziej mu się opłaca w konkretnej sytuacji, a twierdzenie, iż jest inaczej, wynika jedynie z tego, iż twierdzący i działający różnie oceniają sytuację. Po czym moi lewicowi oponenci często dodają "... chyba że człowiek postawiony jest w sytuacji przymusu ekonomicznego". Owo zastrzeżenie jest bzdurą - w sytuacji przymusu ekonomicznego człowiek, któremu pozwoli się działać, nadal robi to, co jego zdaniem mu się opłaca!
Wyjaśnijmy to na przykładzie: jestem potwornie głodny, a nie mam grosza przy duszy. Kowalski sprzedaje obiady; widząc mnie wykorzystuje sytuację i za obiad, za który normalnie wziąłby 10 zł, żąda ode mnie 50 zł. Nowak z kasą stoi obok; widząc mnie wykorzystuje sytuację i proponuje mi 50 zł za mój telefon, który normalnie wart jest 200 zł. A co ja robię? Jeden z możliwych scenariuszy jest taki, że daję telefon wart 200 zł za 50 zł, następnie za 50 zł kupuję obiad wart 10 zł
dla Kowalskiego - bo ja jestem potwornie głodny
i dla mnie ten obiad ma wartość 1000 zł, zatem transakcja była dla mnie opłacalna! Czego
dowodem jest fakt, że się na nią zgodziłem - gdyby dla mnie obiad nie był aż tyle wart, co komórka, tobym na to nie poszedł. Oznaczałoby to najpewniej, że jestem głodny, ale
w mojej ocenie nie na tyle, żeby nie doczołgać się do konkurencyjnego Kowalskiego i konkurencyjnego Nowaka i dokonać transakcji korzystniejszej dla siebie, niż ci pierwsi mi proponują. Poszedłem - więc dokonałem transakcji korzystnej dla siebie. Korzystnej również dla pozostałych;
kupno-sprzedaż to obustronnie korzystna transakcja.A jeśli jestem frajerem, który nie kalkuluje (choćby intuicyjnie - bo nikt normalny nie podaje w złotówkach subiektywnej wartości obiadu dla siebie, gdy jest potwornie głodny) w ten sposób, tylko bierze pierwsze lepsze, co mu oferują, za pierwszą lepszą cenę?
Tym bardziej nie należy mi przeszkadzać! Wówczas pieniądze będą przepływały od frajerów do umiejących liczyć - co jest
korzystne choćby ze względu na to, że maleje liczba frajerów. Dorośli ludzie na ogół naprawdę szybko uczą się myśleć, gdy wiedzą, że nikt nie będzie myślał za nich!
nic w stylu - stara , chodż do wyrka ? - albo - dawaj obiada , głodny jestem ! - :C:C:C
Ale, jak od każdej ogólności, są też wyjątki. Najbanalniejsze: osoby o upośledzeniu umysłowym czy dzieci, którzy nie są w stanie oszacować transakcji i jej opłacalności. Ale to już argument z pogranicza demagogii (chyba, że Autor in extenso ma upośledzonych, dzieci, ew. odurzonych czy pijanych za frajerów).
Przykład mniej nachalny, ale z kategorii cytowanej: czy naprawdę Autor sądzi, że nikomu krzywda nie jest, jeśli za obiad (chleb/zupę - whatever), niezbędny do przeżycia TERAZ człowiek musi przehandlować dobro, które docelowo powinno/może posłużyć do jego przetrwania na dłuższą metę (nieważne, czy są to buty, czy narzędzia pracy, czy kluczyki do domu). Oczywiście, trudno postulować, żeby prawo regulowało wysokość, za jaką zdrowy na ciele i umyśle człowiek zbywa czy odstępuje jakieś swoje dobra, ale nie upierajmy się, ze pod względem etycznym czy moralnym wszystko jest OK.
Tym bardziej, ze przypadku wzmiankowanym przez samego Autora nawet semantycznie można podważyć, czy jest to kategoria "CHCĄCEMU nie dzieje się krzywda". Nie sądzę bowiem, by ktokolwiek CHCIAŁ zbyć swoje dobra za 20% wartości. Owszem, ktoś może być zmuszony je zbyć (bo inaczej nie ma co jeść, albo w co ubrać dziecka, albo zapłacić podatków... - swoją drogą ciekawość, czy gdyby chodziło nie o obiad, a o podatki, np na kulturę czy szkolnictwo, argumenty Autora byłyby równie kategoryczne?), ale nie sądzę, żeby od tego musu CHCIAŁ nagle niekorzystnie swoim majątkiem rozporządzać.
A z zupełnie perwersyjnej strony: gdybym była prawnikiem takiego niby-chcącego, który musiał niekorzystnie rozporządzić dobrami w sytuacji wygłodzenia, szłabym w zaparte, że człowiek w stanie wycieńczenia organizmu głodem nie jest w pełni świadomy swojego działania i jego konsekwencji, co oznacza, że decyzje podjęte w takim stanie nie mogą być uznawane za ważne. I co? Może jednak mówmy o mniej skrajnych przypadkach, nie popadniemy w akademickie problemy i dramaty zupełnie nierealne:)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą