< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Stan faktyczny a stan prawny

18 maj 2009 ·
Jest rzeczą wysoce pożądaną, aby stan faktyczny i stan prawny były identyczne. W praktyce: jak najbardziej zbliżone, ponieważ ideał identyczności jest nie do osiągnięcia (co, nie tylko w tym przypadku, nie powinno nikogo zrażać; podobnie jak fakt, że matematyczna płaszczyzna jest nieosiągalna w przyrodzie nie powinien zniechęcać producentów do tworzenia jak najbardziej płaskich kineskopów).

Na ogół lepiej jest dostosowywać stan prawny do stanu faktycznego i najlepszą metodą jest wówczas nieregulowanie prawnie niczego, a jedynie gwarantowanie, że a priori przyjmuje się stan faktyczny jako stan prawny. Są wyjątki. Na przykład gdy dresiarz skroi człowiekowi komórkę, to prawo jej zbycia powinno wynikać ze stanu prawnego (własność człowieka), a nie faktycznego (posiadanie przez dresiarza). Można przy okazji powiedzieć, że dobrą miarą rozsądku legislatora jest wykaz sytuacji, w których należy dostosowywać stan faktyczny do stanu prawnego, a miarą niesprawności egzekutywy rozbieżność stanów.

Jednakże tam, gdzie istnieją rozbieżności, prawo powinno konsekwentnie podążać za tym, co mówi stan prawny, a nie za tym, co mówi stan faktyczny. Tak jak w cytowanym wyżej przykładzie sprzedaż telefonu przez dresiarza powinna być uznana prawnie za nieważną, choć faktycznie dokonaną, tak i w każdej innej sytuacji. Tylko dzięki temu można będzie być pewnym czegokolwiek przy zawieraniu umów.

A piszę to, bo niq napisała, zresztą bardzo ciekawie:
"A z zupełnie perwersyjnej strony: gdybym była prawnikiem takiego niby-chcącego, który musiał niekorzystnie rozporządzić dobrami w sytuacji wygłodzenia, szłabym w zaparte, że człowiek w stanie wycieńczenia organizmu głodem nie jest w pełni świadomy swojego działania i jego konsekwencji, co oznacza, że decyzje podjęte w takim stanie nie mogą być uznawane za ważne. I co?"

I to, że mam tu spore, następujące zastrzeżenie. Być może słuszne jest, aby ludzie ograniczeni umysłowo na tyle, że nie są świadomi konsekwencji własnych działań, byli chronieni przed ich skutkami (choć we mnie coś się burzy na taką myśl, bo wymaga to wprowadzenia urzędowej kategorii takich ludzi). Można przyjąć, że takimi ludźmi są dzieci, później dorośli takimi ludźmi nie są, dopóki nie zostaną za takich uznani. Być może prawnik udowodniłby, że ten człowiek nie był poczytalny w danej chwili... co niczego nie zmienia! Stanem prawnym w czasie dokonywania transakcji była poczytalność tego człowieka, dopiero później stanem prawnym jest jego niepoczytalność (zresztą była), ale prawo nie może działać wstecz! Inaczej nikt nie byłby niczego pewien. Poza tym rodzi się pytanie, dlaczego zwalniamy z odpowiedzialności, jeśli niepoczytalność jest wynikiem głodu, a nie zwalniamy, jeśli jest wynikiem np. opilstwa (a może w drugim przypadku też zwalniamy?). Ale jeśli kogoś przekona argumentacja niq i to rozwiązanie wejdzie w życie, to z przyjemnością popatrzę na pierwszy przypadek wykorzystania go do rozwią..., pardon: do unieważnienia z mocą wsteczną umowy o pracę z ciężarną...

Przy okazji:

"Nie sądzę bowiem, by ktokolwiek CHCIAŁ zbyć swoje dobra za 20% wartości. Owszem, ktoś może być zmuszony je zbyć (bo inaczej nie ma co jeść, albo w co ubrać dziecka, albo zapłacić podatków... - swoją drogą ciekawość, czy gdyby chodziło nie o obiad, a o podatki, np na kulturę czy szkolnictwo, argumenty Autora byłyby równie kategoryczne?), ale nie sądzę, żeby od tego musu CHCIAŁ nagle niekorzystnie swoim majątkiem rozporządzać."

Sądzę, że jednak CHCIAŁ - w tym sensie, że wybrał to rozwiązanie jako optymalne spośród tych, które nagle mu rzeczywistość zaoferowała. Jasne, że pewnie chciałby sprzedać to za 2000% rynkowej wartości - a być może najbardziej by chciał mieszkać w pałacu, o nic się nie martwić, i niech 1000 służby haruje na niego, a jeśli tego nie dostanie, to nigdy nie powie, że ma to, czego CHCIAŁ. Dlatego też zasada "chcącemu nie dzieje się krzywda" mówi o sytuacji, w której człowiek sam dokonuje wyboru spośród alternatyw, które są jednakowo traktowane przez ustawodawcę w sensie penalizacji. Co odpowiada poniekąd na drugie pytanie: ktoś, kto płaci podatki, zamiast ich unikać, nie podpada pod "chcącego" (chyba, że płaci innej mafii, niż państwu), co nie zmienia faktu, że jest to dowodem, iż płacenie uznaje za bardziej opłacalne, niż niepłacenie.

LordowiKaftanowi odpowiem przy innej okazji, zwłaszcza rozprawię się z notorycznie sączoną przez rozmaite media propagandą p.t. "teoria zmarnowanego głosu".
 

2 komentarze
nathell
Nathell - Superbojownik   |  5 miesięcy i 18 dni temu  |  
Kodeks spółek handlowych, art. 17 § 3:

"Czynność prawna dokonana bez zgody właściwego organu spółki, wymaganej wyłącznie przez umowę spółki albo statut, jest ważna, jednakże nie wyklucza to odpowiedzialności członków zarządu wobec spółki z tytułu naruszenia umowy spółki albo statutu."

To jest przykład sytuacji, kiedy stan prawny podąża (nie bez kozery!) za stanem faktycznym.
1
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Petroff - Literatka   |  5 miesięcy i 20 dni temu  |  
Szczerze mówiąc z tego wpisu nic nie wynika, jednym słowem, to bełkot :) Nie, nie chciałem być złośliwy, tylko się zastanawiam, czy nie za bardzo się przejąłeś rolą mentora, albo osoby, która musi odp. na każde pytanie... bo czasem odp. na pytanie wydaje się tym łatwiejsza, im mniej się zrozumiało pytanie...

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi