Nie mam ochoty pisać rozwlekłej epistoły o parytetach, gdyż - jak zauważył mój kolega - byłoby to "przekonywanie przekonanych". Dostaję jednak sygnały, że Państwo mają do czynienia z niezbyt zdecydowanymi i proszą o wsparcie jakimiś argumentami. Oto ich garść - przedstawiona w miarę (na ile ja potrafię) skrótowo i hasłowo, niech już Państwo to rozwiną w zależności od potrzeb konkretnych interlokutorów.
1. Jeśli ktoś twierdzi, że kobiety
równie dobrze nadają się do rządzenia, co mężczyźni, to powinno mu być wszystko jedno, czy w sejmie są sami mężczyźni, same kobiety, pół na pół, czy w dowolnej innej proporcji.
2. Jeśli ktoś twierdzi, że jednak kobiety nadają się lepiej, to OK. Tylko wówczas, gdy Korwin-Mikke powie, że nadają się gorzej, żadnych zarzutów o seksizm, tylko dyskusja merytoryczna - argument za argument. Jeśli ten, kto uważa kobiety za lepsze, przekona interlokutora, powinien domagać się wówczas, żeby w sejmie siedziały same kobiety. Jakikolwiek mężczyzna - to średnio osłabienie jakości izby niższej parlamentu.
2a. Tutaj jeden epizod z mojego życia, na który proszę się powoływać. Na studiach byłem kapitanem trzecioligowej drużyny szachowej Polfa Grodzisk Mazowiecki. Z opinii wielu osób wnioskuję, że najlepszym kapitanem byłem na początku, na III roku, z biegiem czasu szło mi coraz gorzej - a w tym samym czasie obroniłem licencjat, a potem magisterium. Po co to cytować? Po to, żeby mieć podkładkę do odrzucenia argumentu o bezpośrednim przełożeniu wykształcenia na jakość rządzenia. Przełożenie trzeba w konkretnym przypadku wykazać. Ja twierdzę, że na ogół nie istnieje, a są i sytuacje, w których osoba gorzej wykształcona nadaje się do rządzenia lepiej - to kwestia sporna, rzecz jasna, ale dalece niejednoznaczna.
3. Na argument, że w społeczeństwie ponad 50% stanowią kobiety i powinno to być odzwierciedlone w sejmie, proszę pytać, jaki procent w społeczeństwie stanowią: dzieci, biali, pełnosprawni, praworęczni, heteroseksualiści, niebieskoocy - i domagać się odpowiednich parytetów dla każdej z wymienionych grup.
3a. A przy okazji pytać, czy od tego, że dzieci nie rządzą, dzieciom jest gorzej? A zwracam uwagę, że dzieci nie rządzą nie dlatego, że wybrały sobie dorosłych do rządzenia nimi (w odróżnieniu od kobiet, które - proszę sobie wyobrazić - często głosują na facetów!), tylko dlatego, że nikt ich nie pytał o zdanie, a tym, których pytano o zdanie, nie pozwolono na dzieci głosować.
4. Gdy ktoś już zrozumie, dlaczego sejm nie powinien być reprezentatywny dla społeczeństwa ze względu na cechy czysto biologiczne, warto zadać pytanie, czy powinien być reprezentatywny w ogóle - co oznaczałoby, że jeśli w społeczeństwie mamy np. 10% ludzi bez ukończonej podstawówki, to 46 posłów nie powinno mieć skończonej szkoły podstawowej?
5. Zapewne okaże się, że zdaniem demokratów sejm powinien jednak być reprezentatywny, przynajmniej ze względu na poglądy polityczne. W tym celu nie należy wprowadzać żadnych parytetów - wystarczy głosowanie na osoby zamiast na partie i zniesienie progów wyborczych. Jeśli tak wybrany sejm nie będzie reprezentatywny ze względu na poglądy polityczne, to jaki będzie?! Przy okazji: jestem przekonany, że gdyby popytać, to w Polsce znajdzie się więcej kobiet chcących, by rządzili nimi mężczyźni, niż mężczyzn chcących, by rządziły nimi kobiety - co oznacza, że w sejmie reprezentatywnym ze względu na poglądy polityczne mężczyzn powinno być przynajmniej trochę więcej. Oczywiście trafią się i głosy rozsądku mówiące, że nieważna płeć, ważne, czy polityk/polityczka rządzi dobrze, czy odwrotnie: wypłaca zasiłki bezrobotnym, samotnym matkom, kalekom i innym darmozjadom.
6. Nie wiem, jak sprawdzić, które 460 osób w kraju najlepiej się nadaje do rządzenia - ograniczmy się na razie do sejmu. Nawet jednak jeśli przyjmiemy, że demokraci mają rację, i najpewniejszą metodą sprawdzenia tego jest głosowanie, to prawdopodobieństwo, że 460 najlepszych osób będzie się składało dokładnie w połowie z kobiet i z mężczyzn jest prawie zerowe. Parytety wymuszają zatem sejm gorszy, niż ich brak. Owo prawdopodobieństwo zresztą zawsze jest małe, stosunkowo duże może być w ciałach małych - nie 460-osobowych, ale dwuosobowych, na przykład w małżeństwach; jeśli feministki i inni postępowcy tutaj zaczną się domagać parytetów dla każdej z płci po 50%, można ich poprzeć.
7. Można podeprzeć się innymi dziedzinami. Weźmy reprezentację kraju - z założenia wyselekcjonowaną z najlepszych - w
dowolnej dziedzinie. Niekoniecznie w szachach, boksie, piłce nożnej, etc. - gdzie mężczyźni wygrywają w cuglach - ale nawet w szydełkowaniu, gdzie podejrzewam, że składałaby się ona z niemal samych kobiet. W przypadku której z tych reprezentacji parytety podniosą jakość reprezentacji? Odpowiadam: w żadnym. Jeśli nawet parytety ustalą minimum dla jednej tylko płci - np. 30% kobiet - to pogorszy się jakość tych dziedzin, gdzie do tej pory kobiet było mniej (bo lepszy mężczyzna zostanie zastąpiony gorszą kobietą), natomiast w pozostałych wprowadzenie parytetu nic nie zmieni, nie da żadnej korzyści.
7a. Ja mogę podać tylko przykład z szachów, gdzie obowiązuje w rozgrywkach ligowych parytet, że na 6 szachownic jedna musi być obsadzona przez kobietę. Efekt jest taki, że w 95% drużyn ta kobieta jest o wiele słabsza, niż nawet piąty rezerwowy mężczyzna - a mowa tylko o drużynach, które w ogóle kobietę mają. Sporo drużyn oddaje walkower na szóstej szachownicy, nie mogąc znaleźć żadnej
chętnej do gry kobiety - choćby dowolnie kiepskiej. To o to chodzi?
8. Argument, że sejm złożony w 80% z mężczyzn zajmuje się sprawami męskimi, jak piłka nożna, jest zasadny - tyle, że w ustach feministek śmieszny, bo nazywanie piłki nożnej "męską sprawą" jest klasycznym przykładem znienawidzonego przez feministki stereotypizowania ról płciowych. Równie dobrze mogę powiedzieć, że sprzątanie jest kobiecą sprawą - i jeśli nie zostanę w tym momencie zakrzyczany, wytłumaczę, dlaczego. Otóż proponuję zadać następujące pytanie: masz dwa sposoby spędzania wolnego czasu (a) oglądanie z zainteresowaniem meczu piłkarskiego i (b) sprzątanie - co wybierasz? - i policzyć odpowiedzi mężczyzn i kobiet. Większość pytanych mężczyzn odpowiada (a), część dodaje, że (b) nawet by nie potrafiła. Sądzę, że gdy zapytam kobiety, większość (może nie aż tak drastyczna) odpowie (b) - a niektóre stwierdzą, że z zainteresowaniem nie potrafiłyby oglądać meczu. Więc - stwierdzenia są zasadne, ale czy w końcu feministki walczą ze stereotypami (nawet jeśli można je w ten sposób uzasadnić), czy też przyjmują do wiadomości, że
stereotypy to po prostu werbalizacja obserwowanych faktów i zależności (bez wnikania, naturalnie, w tychże faktów i zależności przyczyny - w końcu mało która interesuje się,
dlaczego faceci oglądają futbol?)
9. Na zakończenie można sprawdzić polityczną etykę M. Środy i jej przywiązanie do kwestii parytetów na listach wyborczych. Ostatnio startowała do europarlamentu. Wyjaśnienia wymagają dwie kwestie.
9a. Czy sprawa parytetów jest ważna dla P. Środy? Jeśli nie, to nie ma problemu - tylko rozumiem, że nie będzie wielkiego halo, jeśli to nie przejdzie. Jeśli tak, to trzeba spytać, czy lista, z której startowała P. Środa zachowywała proporcje, których P. Środa się domaga?
9b. Tak. I wyborcy powiedzieli, co sądzą o takiej partii. Demokratce chodzi, jak rozumiem, o to, żeby każda partia równała do takiej, która ma mniejsze poparcie, niż 5%. Ciekawe...
9c. Nie. Wówczas M. Środa zachowała się po prostu niemoralnie i nie należy mieć do niej zaufania. Jest z czego czerpać wzorce - choćby Marek Jurek, który w analogicznej sytuacji wolał zamienić fotel marszałka sejmu na pobyt na kompletnym marginesie politycznym, żeby tylko nie iść ramię w ramię z partią, która się z nim nie zgadza w ważnej dla niego sprawie. Przy całej niezgodzie z poglądami Marka Jurka - Magdalena Środa mogłaby wykazać w tym momencie, że przynajmniej w jednej kwestii jej polityczna etyka i moralność nie są gorsze, niż etyka i moralność Marka Jurka. Jest to tym łatwiejsze, że ona ma do stracenia znacznie mniej, niż on - tylko czy mimo niewielkiej straty stać ją na takie poświęcenie? Oto jest pytanie...
Upoważniam wszystkich Państwa do nieodpłatnego publikowania niniejszej notki w dowolnym miejscu - na forach, w drukowanych gazetach, etc. - z podaniem linku do źródła.
"Jeśli ktoś twierdzi, że kobiety równie dobrze nadają się do rządzenia, co mężczyźni, to powinno mu być wszystko jedno, czy w sejmie są sami mężczyźni, same kobiety, pół na pół, czy w dowolnej innej proporcji."
Niekoniecznie, jeżeli przez "równie dobrze" rozumie "średnio równie dobrze"; mam wrażenie, iż takie rozumienie jest powszechne.
Istnieje pogląd, obserwacja, a może nawet fakt, że dla wielu cech rozkład w populacji mężczyzn wykazuje większe odchylenie niż w populacji kobiet; one są "bardziej średnie", zaś wśród facetów częściej trafiają się jednostki wybitne, ale i częściej jednostki upośledzone. W takiej sytuacji, jeśli kobiety do rządzenia nadają się równie dobrze albo nawet nieco lepiej, to i tak najlepszy możliwy do osiągnięcia sejm będzie w większości złożony z męskich członków.
Wszystko co wyżej to prawda, racja itd. itp. Sam myślę podobnie, choć używam może innych przykładów lub argumentów, zwłaszcza w dyskusjach z tzw. "feministkami" (a raczej - feminifaszystkami). Przychodzą często do naszego klubu w którym sekretażuję i - wiadomo - zbędna dyskusja ... (tak samo zresztą jak fanatycy znanego radia). Ale to, cytuję:("...bezrobotnym, samotnym matkom, kalekom i innym darmozjadom.") to powinieneś trochę pomyśleć a nie szaleć. Wylazł teraz z Ciebie jakiś Łysiak czy inny Cejrowski faszysta. Być może uśredniłeś ten pogląd, ja też - więc jest 1:1. Ci ludzie - w znakomitej większości nie prosili się o swój los. To co - mają zdychać pod płotem? Kalectwo - nie kochany, to nie jest temat do dowcipów.
Bardzo poważnie, ale temat też poważny.
Poza tym pozdrawiam
romanovpl
Po prostu, poza nielicznymi wyjątkami (jak np. Zofia von Anhalt-Zerbst) kobiety się świetnie sprawdzają - w drugiej linii. Chciałoby się powiedzieć jako szare eminencje, tylko za te "szare" można w łeb od ślubnej zarobić :P
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą