Pomysł MEN, żeby na maturach i egzaminach nie było żadnych ulg dla uczniów z dyskalkulią i dysleksją wzbudził na forach internetowych mnóstwo protestów. A potem ludzie dziwią się, że "wyższe wykształcenie", a trudno znaleźć pracę. Drodzy ludzie - zdecydujcie się! Pracodawca w tej chwili testuje każdego, bo uczelniany papier nic mu nie mówi. Firmę interesuje przydatność pracownika dla firmy, interesuje ją to, czy Kowalski potrafi liczyć i pisać poprawnie, czy nie, a nie:
dlaczego nie potrafi. Jeśli chcecie, żeby papier uczelni cokolwiek dawał na rozmowach rekrutacyjnych, dajcie szanse temu papierowi, aby odzwierciedlał faktyczne umiejętności posiadacza, a nie tylko stosunek umiejętności do wrodzonych możliwości. To naprawdę dla firmy nie ma znaczenia!
Pozwole sobie zauwazyc (jako posiadacz kilku oswiadczen o dys'ach), ze dys niekoniecznie jest problemem na jakimkolwiek wyzszym poziomie nauczania i innym egzaminie jak maturalny.
Nie sadzisz ze osobie ktora ma problem z napisaniem zdania bez popelnienia bledu ortograficznego nie powinno sie odmawiac kariery matematyka ?
I tak ja - dysgrafik, w takim stopniu ze mialem wydluzony czas pisania prac maturalnych - rozumiem doskonale co robie, jednak przekazanie odrecznie napisanych notatek jest u mnie bezcelowe.
Bez zaswiadczenia, nauczyciel nawet nie spojrzalby na to co probowalem przelac na papier i mature z polskiego bym oblal od reki - moje pismo jest naprawde bardzo nieczytelne.
A nie zamierzalem (i nie zamierzam) byc specjalista w kaligrafii, jednak matura z polskiego musiala byc zdana aby kontynuowac nauke (gdybym chcial zajmowac sie kaligrafia - wtedy mialby zastosowanie Twoj przyklad pracodawcy ktorego nie obchodzi dlaczego pisze niewyraznie).
A bez matury - nie mam szansy dostac sie na jakiekolwiek studia. Prywatne czy inne, nigdzie mnie nie przyjma - jak bym sie nie staral.
I tak - teraz mam dobra prace, jestem programista i radze sobie w swiecie nie najgorzej. Nie majac matury (ktorej nie zdalbym bez zaswiadczenia lub bez uznania zaswiadczenia o dysgrafii), moglbym pracowac fizycznie lub otworzyc wlasna firme, i niewiele wiecej.
Zauwaz ze matura jest jednym z niewielu egzaminow ktore sa wymagane do podjecia nawet najprostszej pracy, i pisana jest zarowno przez humanistow i umysly scisle, a jako jeden z nielicznych egzaminow tego rodzaju
nie jest pisana na komputerze i musi byc pisana odrecznie (doktorat, magisterke, licencjat, inzynierke - mozesz napisac w domowym zaciszu, na komputerze).
Fakt ze ma to swoje uzasadnienie (egzamin taki sam dla wszystkich) jest tutaj nieistotny. Dajcie mi komputer, a mature z polskiego zdam na 4 lub wiecej, w normalnym czasie. Nie jest to kwestia mojej nieznajomosci tematu, jest to kwestia predkosci z jaka moge w sposob czytelny przelac swoje mysli na papier.
Odnosnie testow gimnazjalnych sie nie wypowiadam - nie znam ich formy i nie wiem czy w trakcie ich zdawania brane sa pod uwage zaswiadczenia o dysleksji, choc podejrzewam ze tez moznaby o nich dyskutowac w tym kontekscie - jezeli dyskutujemy o maturze.
A powodem dla ktorego pracodawcy sprawdzaja umiejetnosci osob po studiach jest bardzo czesto zwyczajny brak kompetencji u absolwentow/studentow, i stricte teoretyczna znajomosc zagadnien ktorymi potencjalny pracownik mialby sie zajmowac.
I ten znikomy - bo o ile wiem na dysleksje cierpi 10% spoleczenstwa, ale to dane z wiki wiec srednio wiarygodne - procent osob nie powoduje takiego nastewiania pracodawcow. To zwyczajna przekora. Zatrudnienie kogokolwiek TYLKO na podstawie dyplomu uczelni, nawet najbardziej prestizowej jest zwyczajna glupota.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą