Z mojej perspektywy tygodnia sprawa wygląda tak: samochodem trasę do pracy w pokonuję dłużej, niż przed bus-pasem, autobusem zaś tę samą trasę dla odmiany pokonuję dłużej, niż przed bus-pasem. Trasa moja nie ogranicza się bowiem do Trasy Łazienkowskiej, ale zaczyna się na pętli Ostrobramska. Bus-pas spowodował potworne korki, które tylko na Trasie Łazienkowskiej ograniczają się do samochodów osobowych. W efekcie Trasą Łazienkowską jadę autobusem o 10-12 minut krócej, niż wcześniej, ale o 15-25 minut dłużej zajmuje wbicie się autobusem na Trasę Łazienkowską.
Nie z tego powodu o tym piszę, bo nie wypada krytykować zmian jedynie dla czystej prywaty. Piszę o tym dlatego, że na swojej stronie ZTM pisze, iż jest to zasłużony przywilej większości, bo znacznie więcej ludzi jeździ na co dzień warszawskimi autobusami, niż samochodami w Warszawie.
http://ztm.waw.pl/informacje.php?i=55&c=98&l=1Proponuję eksperyment myślowy. Cofnijmy się w czasie do początków zorganizowanej komunikacji w Warszawie i wyobraźmy sobie, że wprowadzono kilka pasów tylko dla samochodów osobowych, a w dodatku stworzono nieuczciwą konkurencję autobusom dotując benzynę do samochodów osobowych (tak, jak obecnie autobusy stosują nieuczciwą konkurencję, bo bilety są dotowane z kieszeni podatnika, zwłaszcza ulgi niemające odzwierciedlenia w generowaniu niższych kosztów). Następnie przewijamy taśmę do dnia poprzedzającego dzień badań nad bus-pasem... i okazuje się, że większość warszawiaków jeździ samochodami. No to sru - zabieramy autobusom jeszcze jeden pas...
Tu zadziałał ten sam mechanizm, tyle że na odwyrtkę. Działania miasta wywołały jako
skutek znaczącą przewagę w liczbie osób przewożonych przez autobusy w stosunku do przewożonych przez samochody osobowe, po czym traktują ów skutek jako
przyczynę uzasadniającą takie same (w sensie celowościowym) działania na przyszłość. W sensie logicznym jest to implikacja typu "z p wynika p". Warto pamiętać, że choć jest ona trywialna i prawdziwa, to
nic z niej nie wynika.Ale mamy
status quo jakie mamy: więcej osób w Warszawie jeździ autobusami, mniej jeździ prywatnymi samochodami osobowymi. Jeszcze mniej jeździ taksówkami, jeszcze mniej karetkami na sygnale, a jeszcze mniej - samochodami przewożącymi głowy państw. Co poddaję P.T. Radnym i kierownictwu ZTM pod rozwagę, zwłaszcza te karetki.
bearserker1: " Co do Tysiac sad ma racje, to tak samo nazwac kogos kto zabil w obronie wlasnego zycia / zdrowia "zabojca"."Nazwanie kogoś takiego "zabójcą" jest akurat na miejscu, w odróżnieniu od nazwania go "mordercą". "Morderca" to ten, którego
celem jest pozbawienie życia, "zabójca" to ten,
bezpośrednim skutkiem ubocznym działań którego jest pozbawienie kogoś życia - pod warunkiem, rzecz jasna, że mógł przewidzieć ten skutek i się na to godził. Ale nie w tym rzecz. Ja nie krytykuję orzeczenia sądu w tym punkcie, krytykuję gdzie indziej. Sąd wyraził opinię w stylu:
Można powiedzieć, że wszystkie kruki są czarne, ale nie można powiedzieć, że kruk Mateusz jest czarny. Co jest idiotyzmem, bo z tego, że
wszystkie kruki są czarne wynika, że w szczególności czarny jest kruk Mateusz. Dodanie przed każdą ze stron "Kowalski twierdzi, że" niczego nie zmienia - chyba, że zakładamy, iż Kowalski jest matołem, który nie wie, o co mu chodzi. Sąd nie powinien jednak warunkować prawa wyrażania jakiejś opinii matołectwem opiniodawcy. Jakaś logika obowiązuje nawet sędziów sądzących zgodnie z polskim - kompletnie idiotycznym - prawem.
I niestety jest tak, jak piszesz - gdy autobus już się dostanie na swój pas jest dobrze, natomiast sama próba wjechania na wyznaczony korytarz zamknięta jest bardzo szerokie ramy czasowe.
Nikt się nie zdecyduje na najlepsze ale najdroższe rozwiązanie czyli dodatkowe linie metra. Dodatkowe to zbyt duże słowo. Dodatkową - brzmi lepiej i bardziej realnie.
Równie realne jak zderzenie Ziemi z wielką asteroidą...
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą