Jest to pole, na którym lewicowcy ciągle prawicowców nie rozumieją (wyjąwszy cwaniaków, którzy celowo przekręcają znaczenie tego, co mówią prawicowcy, tak żeby wyszło głupio). Warto to jasno i prosto napisać.
Pomaganie biednym jest jak najbardziej moralne. Niemoralne jest natomiast zabieranie bogatym na ten cel - ową pomoc decydujący o tej pomocy musi dać ze swojego.
Nie ma to nic wspólnego z uzależnieniem swojej pomocy od tego, czy pomogą inni.Weźmy na przykład WOŚP. Chętnie wrzucam im do puszek po kilkadziesiąt złotych każdego roku. Wiadomo - to żadne pieniądze, gdy chodzi o kupno sprzętu medycznego za setki tysięcy złotych. Jednak wrzucam, bo (a) wiem, że takich, jak ja, będą miliony, i dzięki temu na sprzęt się uzbiera, oraz (b) myślę, że zapewne niejeden Kowalski rozumuje podobnie, a ja staję się w tym momencie częścią tego miliona, pomagającą mu podjąć decyzję. Tutaj wszystko jest w porządku.
Kluczowe jest to, że moje działanie można zawrzeć w formułce:
"jeśli Ty pomożesz, to ja też", nie zaś w zdaniu:
"jeśli ja pomogę, to Ty też". Drugie byłoby zbrodnicze. Kolejność zdań w implikacji ma cholernie duże znaczenie.
Skoro o temacie mowa, warto zauważyć, że nie moralności stawiania państwa w roli Janosika nie broni Biblia. Dekalog zawiera tak przykazanie "Nie zabijaj", jak i "Nie kradnij", nie zawiera natomiast cienia informacji, jakoby któreś z nich było ważniejsze od drugiego. Co więcej: niedanie umierającemu z głodu nie tylko nie jest
czynnym złem (w odróżnieniu od kradzieży), ale jest do tego złem przyśpieszającym to, co i tak nieuchronne. Ja muszę kiedyś umrzeć - natomiast nie jest powiedziane, że mój samochód musi kiedykolwiek zostać ukradziony.
Owszem, jest Przykazanie Miłości, wymienione jako najważniejsze. Zwracam uwagę, że ktoś, kto pomaga w sposób moralny, wypełnia to przykazanie względem wszystkich, z którymi wchodzi w interakcję - natomiast ktoś, kto (czynem, głosem przy urnie, etc.) przykłada rękę do zabrania bogatemu, aby dać biednemu, stoi w jawnej sprzeczności z tym przykazaniem wobec bogatego. Choć, istotnie, może się zdarzyć, że pokazuje kochanie biednego bliźniego "jak siebie samego" - jeśli akceptuje moralnie ukradzenie bogatemu na własne potrzeby tak po prostu.
To wszystko, oczywiście, nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia prawotwórstwa, bo prawo powinno być ortogonalne do moralności. Ale jest warte uświadomienia tym, którzy od strony moralnej usiłują podważyć prawicowe myślenie - a zwłaszcza tym, którzy się na takie brednie rozmaitych lewaków dają nabrać.
Spotkałem wielu chrześcijan antyklerykałów.
Uwierzę, iż statystyczny prawicowiec to chrześcijanin. (Ale cóż dokładnie znaczy "statystyczny"? Ile penisów ma statystyczny rodzic?) Jednocześnie jestem zdania, że większość polskich chrześcijan to... no, może nie ideologiczne lewaki, ale na pewno osoby, które zamiast dać takiemu krzyżyk na drogę, dają krzyżyk na wyborach.
Jestem prawicowcem, szczęśliwie więc nie musiałeś mnie przekonywać. (bo i byś nie przekonał)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą