< >  wszystkie blogi

Bloga rytm naturalny...

"Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku" - N. Davila

Krzyże w szkołach

17 listopad 2009 ·
Będzie krótko, bom zalatany.

Oczywiście ja jestem zdania, że szkolnictwo powinno być prywatne i wtedy nie ma najmniejszego problemu. Jeden właściciel szkoły wiesza nad drzwiami krzyż, inny "krzyż z figurką mężczyzny w wieku ok. 30 lat" (to z jakiegoś raportu policyjnego), jeszcze inny półksiężyc, a inny może swastykę, może liść marihuany, a może niczego nie wiesza? Rodzice własnymi pieniędzmi oceniają, do jakiej szkoły puszczają dziecko - przy czym zapewne okazałoby się, że ta ocena (jak dla mnie: najbardziej wiarygodna) "problem", co wisi na ścianach, marginalizuje (nie: "ignoruje", bo jakieś znaczenie by to zapewne miało, ale niewielkie).

Najbardziej jednak bawi w całej sprawie zacietrzewienie Lecha Kaczyńskiego, który oświadczył, że w Polsce do czegoś takiego nie dojdzie. Tak, dobrze Państwo sądzą - tego samego, który niedawno podpisał Traktat, na mocy którego to, co Pan Prezydent Polski sądzi o wiszeniu krzyży w polskich szkołach, znacząco traci na istotności. Ważniejsze będzie to, co sądzi większość europejska. Obce państwa będą miały formalny, wiążący wpływ na naszą legislaturę - co jest definicją utraty niepodległości.

Żeby było jeszcze śmieszniej: prezydent wygłosił to z pompą 11 listopada. Żadna to rocznica odzyskania niepodległości (polska Rada Regencyjna przekazała w ten dzień władzę Piłsudskiemu - a skoro przekazała, to musiała ją mieć, prawda?), a ustanowiono ją dlatego, że w kraju mamy kult Piłsudskiego, a rządzi lewica (dla prawicowca kult Piłsudskiego jest troszeczkę bardziej nie do przyjęcia, niż dla lewicowca kult Pinocheta; ten wątek kiedyś rozwinę, jeśli kogoś to interesuje, ale nie teraz), niemniej Lech Kaczyński wygłosił tę dumną tyradę pod sztandarami niepodległościowymi po tym, jak parafował traktacik.

A, zresztą: "grozi" nam Globalne Ocieplenie, mamy "epidemię" świńskiej grypy, WHO niedawno ogłosiła "epidemię" wypadków drogowych (!!!), wszyscy naukawcy dookoła mówią takie rzeczy, że człowiek dochodzi do przekonania, iż zostało mu góra dwadzieścia lat, a planecie - niewiele więcej... To czym ja się właściwie przejmuję...
 

2 komentarze
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KoX - Superbojownik   |  2 miesiące i 4 dni temu  |  
Wtrącę się.

:drPepper

"Niewykształcone jednostki są wykluczone praktycznie z rynku pracy, nie będą mogły podjąć najprostszej pracy."

Podjąć dziś pracę rzeczywiście takim może być trudno -- bo założyć konto w banku, wczytać się w prawo pracy, podpisać umowę, wypełnić PIT-*...
Ale dosłownie pracować jako parobek, sprzątacz albo cieć i brać dniówkę do ręki, albo na własny rachunek sprzedawać jabłka na ulicy -- to można nawet bez ukończenia podstawówki. Oczywiście nie teraz, gdyż istnieje podatek dochodowy i inne "błogosławieństwa".

I uwaga: odnoszę wrażenie, że dziś, gdy mówię "bez podstawówki", to skojarzenie jest "debil". Nie dziwota, bo skoro do podstawówki startuje każdy, to odpadają generalnie rzeczywiście najmniej bystrzy. W świecie, gdzie można by z takich czy innych przyczyn nie zacząć szkoły, fakt nieukończenia podstawówki niewiele mówiłby o zdolnościach do myślenia czy nauki; proszę wziąć to pod uwagę przy prorokowaniu.
drpepper
drPepper - bojownik   |  2 miesiące i 9 dni temu  |  
Ciekawy jestem w jaki sposób ujął byś całościowo system szkolnictwa w Polsce?

Rozumiem, że miałoby ono należeć całkowicie do sfery prywatnej:)

Chciałbym jednak, żebyś się odniósł do osób, których nie stać na edukację dzieci, które nie mają alternatywy z racji miejsca zamieszkania (piszę w tym miejscu szczególnie o szkolnictwie poziomu podstawowego w mniejszych miejscowościach, 6letnie dziecko ciężko jest posłać do szkoły odległej od kilkadziesiąt km), które w końcu nie są zainteresowane edukacja swoich dzieci (patologie, choroby, zaburzenia rodziców).

Wolny rynek wykluczył, by takie osoby z grona mających dostęp do edukacji. Myślę, że stałoby się ze szkodą dla społeczeństwa i zamieszkujących go jednostek.

Nie chodzi mi bynajmniej o solidaryzm społeczny. Niewykształcone jednostki są wykluczone praktycznie z rynku pracy, nie będą mogły podjąć najprostszej pracy.
Społeczeństwo mniej wytwarza, mniej jest jednostek kreatywnych (przejmują częściowo role pełnione przez dzisiejsze gorzej wykształcone osoby, alternatywą jest tutaj przyciągnięcie emigrantów do pracy jednak w świecie, gdzie szkolnictwo byłoby prywatne brakowało by tych jednostek również w innych państwach)co skutkuje gorszej jakości badania nad nowymi technologiami, więc w ostateczności "może" się okazać, że otrzymujesz gorsze i droższe produkty od tych, które obecnie jesteś w stanie nabyć. Przykłady można mnożyć ;)

Nie uważam, że obecnie istniejący system szkolnictwa jest dobry, jest w nim pełno niedoskonałości i wypaczeń.
Uważam, że całkowita prywatyzacji systemu szkolnictwa przyniesie degrengoladę sposobów uczenia z jednej strony, obniży jego jakość i ostatecznie obniży również Twoją osobistą jakość życia (prosty przykład- lekarz uczony całkowicie prywatnym sumptem nie będzie miał szans poznać podstaw zawodu; konkurencja miedzy placówkami kształcącymi lekarzy spowodować może np. utrzymywanie w tajemnicy wyników badań itp., itd.).

Nie piszę, żeby się czepiać tylko chcę poznać jakie jest Twoje zdanie na ten temat i w jaki sposób postrzegasz wymienione wyżej zagrożenia.

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi