Bez wątpienia jedną z najwybitniejszych, a jednocześnie najtragiczniejszych szachowych postaci w historii był legendarny Paweł Morphy (dlaczego Paweł - o tym na końcu notki), geniusz z Nowego Orleanu, który podbił Amerykę i Europę, czyli cały ówczesny szachowy świat.
Osobiście uważam go za największego geniusza w historii dyscypliny. Nie pozostawił po sobie artykułów teoretycznych ani odkryć na miarę Philidora, nie znalazł w debiucie rewelacji na miarę Lopeza, nie sformułował zasad prowadzenia gry środkowej, jak Steinitz. Mimo wszystko nie waham się właśnie jemu przyznać palmy pierwszeństwa.
Najpierw w Ojczyźnie, potem na kontynencie europejskim, rozegrał szereg meczów z najsilniejszymi zawodnikami świata,
wygrywając wszystkie! Polegli z nim m.in. Löwenthal, Harrwitz, a także - uważany wówczas za najsilniejszego Europejczyka - Anderssen. Jedynym, który nie zaznał porażki z Morphym, okazał się Staunton - niemalże stawał na uszach, aby do pojedynku nie doszło, i niestety jego starania przyniosły sukces.
Morphy, jak nikt przed nim (i nikt długo po nim!), rozumiał mechanikę działania szachów w zakresie wagi aktywności figur i umiał konstruować ataki na wrogich monarchów. Jeszcze dziś rozegrane przez niego partie porażają prostotą aktywizacji figur połączoną z niebywałymi trudnościami przy próbie naśladowania jego stylu. Nie mogę tu nie przytoczyć bodaj najsłynniejszej jego partii, rozegranej w Paryżu w 1858 roku.
Morphy - książę Brunszwiku i hrabia Isouard
1.e4 e5 2.Nf3 d6 3.d4 Bg4
Fischer uważał już to posunięcie za decydujący (!) błąd. Ocena może wydawać się cokolwiek radykalna, ale proszę spojrzeć, jak po kilku kolejnych, wydawałoby się poprawnych posunięciach czarnych, ich pozycja rozsypuje się jak domek z kart.
4.dxe5 Bxf3 5.Qxf3 dxe5 6.Bc4 Nf6 7.Qb3 Qe7 8.Nc3 c6 9.Bg5
Oddając znowu głos Fischerowi: czarne są już w zugzwangu. Żadna z ich lekkich figur nie może wykonać ruchu, wieże są blokowane lekkimi figurami.
9. ... b5 10.Nxb5 cxb5 11.Bxb5+ Nbd7 12.O-O-O Rd8 13.Rxd7 Rxd7 14.Rd1 Qe6 15.Bxd7+ Nxd7 16.Qb8+ Nxb8 17.Rd8# 1-0
Pozycja - cudo! "Wśród prawdziwych przyjaciół psy zająca zjadły" - dwie ostatnie, nie licząc króla, figury białych pojmały czarnego króla, któremu asystował niemal cały orszak.
Nie mogąc doprosić się meczu ze Stauntonem, Morphy wrócił do Ameryki, gdzie redagował kącik szachowy w jednym z czasopism. Oferował też każdemu chętnemu pojedynek z pionem i ruchem for. Z braku chętnych w 1861 roku zakończył karierę. Zmarł w Nowym Orleanie 1884 roku w wieku 47 lat.
Nathell pisze: "Jak ja nie cierpię nczasizmów w stylu "Paweł Morphy"." Cóż mogę odpowiedzieć - ja je nawet lubię, bo świadczą o tym, że ich autor nie hołduje XX-wiecznym przesądom polityczno-społeczno-obyczajowym i za sam ten fakt należy mu się duży plus - niemniej to zderzenie dwóch prywatnych ocen opartych na subiektywnych odczuciach i właściwie nie byłoby o czym dyskutować, gdyby nie ważkie pytanie, jakie mam do Komentatora:
Czy równie silnie nie cierpi Pan "nczasizmów" w stylu: "Stefan Batory", "Katarzyna Wielka", "Dymitr Mendelejew", "Krzysztof Kolumb", "Ferdynand Magellan", "Jan Sebastian Bach", "Wolfgang Amadeusz Mozart", "Jerzy Waszyngton"? Używa Pan wyłącznie form: "Báthory István", "Cristoforo Colombo", "Joannes Chrysostomus Wolfgangus Theophilus Mozart", itd.? Zwłaszcza w pierwszym przypadku, gdzie "nczasizm" polega na tłumaczeniu imienia, zmianie pisowni nazwiska i odwróceniu kolejności... Imiona twórców powieści kryminalnych, Christie i Conan Doyle'a, czyta Pan używając [t] czy [tu była grecka litera theta, ale silnik bloga ją wyciął - przyp. pietshaq] w wymowie? (Christie to ta, która stworzyła m. in. postać detektywa Poirota, Belga - przypomni Pan, jak on miał na imię? Tylko bez "nczasizmów" proszę...)
Widzi Pan - imię to nie jest przypadkowa zbitka liter. Imię to konkret, który ma swoje znaczenie. Np. moje imię - Wojciech - oznacza "ten, który lubi walczyć" i przyznam, iż wyjątkowo trafnie oddaje mój charakter. Ubolewam nad tym, że przedstawiając się Anglikom czy Niemcom zatracam to znaczenie na rzecz bezsensownej (dla nich) zbitki liter, jednak pechowo imię to nie ma dobrych odpowiedników w w/w językach, a sam nie potrafię nawet dobrze brzmiącego odpowiednika po angielsku ułożyć (po niemiecku byłby to zapewne jakiś "Kampflieb" czy coś podobnego). A słowa mające znaczenie należy tłumaczyć na język, którym się człowiek posługuje. Chyba, że przetłumaczyć nie potrafi lub się nie da.
Oczywiście: "Ivan Zamorano" należy zostawić, nie robiąc z tego żadnego "Jana Zamorano", bowiem jest to Chilijczyk. W Chile mówi się po hiszpańsku, hiszpańskim odpowiednikiem "Jana" jest "Juan", jeśli więc rodzice nadają dziecku imię "Ivan", to konkretem jest nie tylko znaczenie imienia, czy też odwołanie do świętego, ale również odwołanie do obcej kultury, i to należy uszanować.
Ale nawet jeśli nie uznaje Pan tych dość konserwatywnych argumentów opartych na wartościach, to proszę zauważyć, że do dziś XIX-wiecznym i wcześniejszym jednostkom wybitnym pozostawia się imiona w wersji przetłumaczonej na język polski. Podałem choćby przykład Mendelejewa. Otóż uważam - i sądzę, że uzasadniłem ten osąd niniejszą notką w stopniu wystarczającym - iż Paweł Morphy był wybitniejszym szachistą, niż Dymitr Mendelejew chemikiem. Działalność Morphy'ego na polu szachów poprzedza działalność Mendelejewa na polu chemii w czasie. Jeśli więc późniejszy, bliższy postępowym czasom Mendelejew może być Dymitrem, a nie "Dmitrijem", to Morphy tym bardziej może być Pawłem.
I nawet zacietrzewiony postępowiec, który nie znosi form "Anatol Karpow", "Robert Jakub Fischer" czy "Włodzimierz Kramnik", nie powinien się oburzać na formę "Paweł Morphy". Nie musi Pan jej używać, ale niech Pan nie krytykuje innych tylko dlatego, że jej używają.
No chyba, że faktycznie mówi Pan i pisze "Joannes Chrysostomus Wolfgangus Theophilus Mozart".
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą