Zapewniono mi bardzo fajną rozrywkę - przez ostatnie 10 dni codziennie chodziłem do zabiegu operacyjnego. Roboty było sporo, fizycznie również ciężko, ale na szczęście - przetrwałem i jutro mam pierwszy 'spokojny' dzień na ESWL. Co prawda może się tam zdarzyć jakieś niezpowiedziane zejście, ale jest to przypadek jeden na 10 000 więc aż tak bardzo się nie boję. W sumie to nawet nieźle - będę sobie grzecznie siedział cały dzień.
Wyjątkowy luksus, gdyż przez ostatnie kilka dni musiałem stać po ponad 7 godzin przy stole i nie mogłem sobie pozwolić nawet na ziewnięcie. To naprawdę wykańczało fizycznie, chodziłem wcześnie spać. Istnieje cień szansy, że teraz będzie lepiej. Z drugiej strony nieco żałuję, że już się skończyło - warto byłoby jeszcze na taką ścieżkę zdrowia wskoczyć.
Nie wiem, co o mnie mówią współpracownicy, ale coś przebąkują o rekordzie wśród nowoprzyjętych rezydentów. Tak więc generalnie - było miło, ale się skończyło, chlip. Mam tylko nadzieję, że teraz nie pójdę w odstawkę i będę mógł solidnie popracować nad pacjentami bo to ostatnio u mnie kulało. Prowadziłem tylko jednego pacjenta i prowadziłem go dobrze bo profesor nie miał zastrzeżeń, a to naprawdę duży sukces, skoro takie guru nie ma mi nic do zarzucenia. Tym bardziej, że pacjent nie był 'prosty' zarówno pod względem medycznym jak również pod względem charakteru. Udało się szczęśliwie doprowadzić do sukcesu i zakończenia terapii bez powikłań, więc jestem z siebie dumny.
Tak czy inaczej - życie toczy się dalej i trzeba teraz się mocno skupić nad tym, aby nie dać plamy. Teraz niestety czeka mnie ostra walka z 'przyziemnościami' a więc - trzeba ostro pracować nad podstawami aby i tutaj mieć wyrobiony totalnie dobry zmysł i ioanowane proste procedury. I też nie dać plamy. I cieszę się bardzo, że spotka mnie jakaś odmiana w tym tygodniu, choć serducho się rwie do operatywy.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą