Jak kobieta kladzie dowcip...
2008-09-04 23:54:53 · Skomentuj
Rozmowa toczyla sie o rosnacej cenie litra paliwa, ze to juz 5zl itp. Kolezanka chciala zablysnac:
Przyjezdza krasnal autem na stacje i sie pyta:
-Ile kosztuje kropla benzyny?
Na to kierownik odpowiada:
-Za darmo
Krasnal na to:
-To poprosze 10 litrow!
:/
I jak tu nie chochać Harley'a?
2008-08-13 10:45:15 · 1 komentarz
No właśnie... Jak go nie kochać? :C
Inteligencja bankowych panienek z okienka dwóch
2008-07-30 14:03:35 · 4 komentarze
Wakacje. Więcej wolnego czasu, więc i więcej czytam forum. Przypadek :malyg1 przypomniał mi podobne moje doświadczenie.
W bankach różnie wypadki się zdarzają. Tylko kto tych ludzi zatrudnia na stanowiskach, gdzie trzeba liczyć pieniądze? Ja bym się bał…
Niedawno chciałem założyć nowe konto. Poszedłem do banku i zaczynam rozmowę z "panienką z okienka":
Ja - Dzień dobry - chciałem założyć konto.
Panienka - To będzie potrzebny dowód tożsamości.
J – Dowód osobisty mam.
P – Będzie potrzebny inny dowód tożsamości…
Zgłupiałem i akurat nie miałem. Więc podziękowałem i odszedłem. Zdziwiony zajrzałem jednak przed wyjściem do regulaminu i widzę, że jak wół widnieje tam, że dowód wystarczy. Staję więc po raz kolejny w kolejce.
J - Dzień dobry ponownie - chciałem założyć konto.
P - To będzie potrzebny dowód tożsamości.
J – Dowód mam.
P – Będzie potrzebny inny dowód tożsamości…
J – Ale w regulaminie jest napisane, że dowód osobisty wystarczy.
P – Aha. Faktycznie…
Tydzień później dostaję pismo z banku:
"Niestety Pański dowód został skopiowany tylko z jednej strony. Prosimy udać się do naszej placówki i zrobić kopię drugiej strony dowodu osobistego, a procedura zakładania konta zostanie zakończona."
W załączniku był drugi liścik do panienki z okienka.
"Prosimy o zrobienie kopii drugiej strony dowodu klienta, a następnie wysłanie jej do centrali na adres XXX"
Udałem się więc do banku i stoję w kolejce ponownie. Tym razem wita mnie inna panienka z okienka.
J – Dzień dobry. Dostałem takie oto pisemko od Was z banku.
P – [czyta, myśli i odzywa się] – Czy wypełnił Pan już formularz założenia konta w naszym banku?
J – [konsternacja] – Oczywiście, zgodnie z tym pismem, proszą o dosłanie kopii dowodu.
P – I Pan chce, żeby zrobiła kopię tego dowodu?
J – [co raz większa konsternacja] – Tak. Tak jest napisane w tym piśmie.
P – [poszła, zrobiła i wróciła]
J – [konsternacja minęła – zaczynam się gotować] – Proszę Pani – widzę, że zrobiła Pani kopię pierwszej strony dowodu. Czy zrobiła Pani kopię drugiej?
P – Nie.
J – Przecież Panią o to proszą…
P – Aha. Faktycznie. - [poszła, wróciła i zrobiła w między czasie na drugiej kartce A4 drugą stronę – „ratujmy lasy, tak?” :C ] – Czy Pan chce, żebyśmy tą kopię my wysłali?
J – [zaniemówiłem, gotuję się, zgrzytam zębami, aż pląby wypadają, liczę do 10…] – Tak. Proszę. Tak jest w tym piśmie napisane...
P – Czy coś jeszcze?
J – Nie, dziękuje, to już wszystko. Na szczęście…
Ja się poważnie pytam – kto tych ludzi zatrudnia?!?!?! Jeden przypadek – mógł się zdarzyć. Ale dwa razy to samo? Co to było? Jedna to córka prezesa, a druga siostra kierowniczki? Litości ludzie!!
Długo o pewnej trawożerczyni i jej kocie
2008-07-29 22:00:00 · 2 komentarze
Dziś przypomniała mi się historyjka z życia wzięta. Zawdzięczam to odcinkowi FurTV p.t. "Dupa ciemności" oraz koledze, który miał w statusie GG:
"Twój kot kupowałby Whiskas? Niech mi to da na piśmie!"
"Gdyby twój kot był psem, kupowałby Chocapic..."
(wtórowałem jemu ja)
Kiedyś prowadziłem rozmowę z koleżanką kociarą. Zdeklarowaną pożeraczką trawy. Rozmowa była krótka, bo ja nie byłem jej w stanie prowadzić dalej ze śmiechu, a koleżanka rzuciła focha.
Ja - Ale dlaczego ty właściwie nie jesz mięsa?
Koleżanka - Bo to nie zdrowe. Powoduje problemy trawienne. Ludzie nie są przystosowani do jedzenia mięsa. Popatrz ile mamy zębów trzonowych... (i inne takie bzdury, no i oczywiście naczelna bzdura) No i te wszystkie biedne zwierzęta, które chowają w nieludzkich warunkach, a później zabijają, żebyś miał kotlety...
J - Masz rację - te wszystkie obory i ściśnięte w nich w bezruchu biedne zwierzęta. Kiedyś to przynajmniej jaskiniowiec musiał pójść na polowanie i zatłuc maczugą jakiegoś bizona. To było bardziej humanitarne...
K - Ale!!...
J - (nie przerywając) A czemu swojego kota karmisz mięsem?
K - Bo to drapieżnik jest! On musi jeść mięso. Jest do tego przystosowany. Ma pazury do łapania ofiar. Ostre zęby od rozrywania mięsa. To leży w jego naturze!
J - Hmm... Człowiek też ma kły. Jakoś prędzej sobie wyobrażam, że samodzielnie upoluje na kolacje krowę, w przeciwieństwie do całego stada mruczków, które nawet jakby bardzo chciało to takiej krowy w tydzień nie zagryzie. A swoją kicię karmisz Whiskasem z wołowiną. Po za tym - myślisz, ze ta krowa dobrowolnie weszła do tej puszki, w przeciwieństwie do mojej krowy w postaci kotleta?
K - FOCH
J - Łzy w oczach i ból brzucha ze śmiechu.
Kobiety jednak mają czasem coś z logiką... Rozmowa miała miejsce kilka lat temu. Obecnie koleżanka nadal karmi kota wołowiną z puszki, ale sama po 2 czy 3 latach jedzenia trawy, wróciła do normalnych posiłków mięsnych. I kolorków trochę nabrała ;) A dlaczego skojarzyłem to z FurTV? Podobno powrót do jedzenia mięsa miał podobny przebieg :C
P.S. Zastanawialiście się kiedyś, czemu nie ma karmy dla kotów o smaku myszy, albo wróbli? Ja osobiście przypuszczam, że to może dlatego, że żaden z "projektantów" takiej karmy nie miał odwagi spróbować mysiego mięsa ;) A jeśli jest to karma o smaku ryby, to czemu jest to np. tuńczyk? Widzieliście kiedyś pełnomorskiego kota łowiącego tuńczyki?
Jak porazki sportowe wplywaja na orientacje seksualna...
2008-06-13 11:53:00 · 1 komentarz
Mimo że nie jestem zagorzałym fanem piłki nożnej, również jestem zaniedowolony z wyniku meczu Polska-Austria.
Wracając z Wrocławskiego Rynku do domu miałem okazję zaobserwować, jak wielka frustracja potrafi doprowadzić kibiców do zmiany orientacji seksualnej. Albowiem tłum, w większości zdominowany przez osobników płci męskiej, opuszczając centrum skandował:
„Je*ać sędziego i całą rodzinę jego!”
Może to i niesmaczne, ale za to ilu ukrytych gejów wreszcie się ujawniło :C
Deszczowa piosenka wg George'a Lucas'a
2008-06-10 21:47:37 · Skomentuj
Szukałem dziś oryginału Deszczowej Piosenki i oto na co natrafiłem na YouTube:
http://pl.youtube.com/watch?v=YeYgju2qopM&NR=1
Momentami głupie, ale te przelatujące TIE Fightery, czy strzały laserowe, albo wypowiedź Lucasa o realistycznym filmie wywołały u mnie gigantycznego banana na twarzy :D
Mały monsterek strzeże terenu
2008-05-16 12:35:00 · Skomentuj
Nie dawno spotkałem się ze znajomą. Ponieważ córeczką znajomej ktoś musiał się zając, więc wzięła ją ze sobą a spotkanie miało miejsce na krytym placu zabaw. Miło upłynął nam czas na rozmowie a monsterkowi na zabawie. Pod koniec padła komenda:
- Monsterek! Idziemy do domu!
Gdy zmierzaliśmy na parking (każdy do swojego samochodu) mały monsterek odezwał się:
- Ale Pan z nami nie idzie do domu? Bo ja już mam tatusia...
Popłakaliśmy się ze śmiechu, ale przyznam, że miałem pewne obawy, czy przypadkiem nie trafię na czarną listę szanownego małżonka (który akurat wtedy był w delegacji), jeśli dziecko przedstawiłoby to swoimi słowami np.:
- Pan szedł z nami do domu, ale ja Panu powiedziałam, że już mam tatusia!
Okazało się, że jednak mąż zareagował podobnie do nas. Nawet pochwalił córeczkę, że strzeże terenu.
A ja sobie pomyślałem, że dobrze, że nie znaczy! ;)
Brzebłysk inteligencji marketingowca
2008-05-10 11:35:45 · 1 komentarz
Zainspirowany dzisiejszym odkryciem na Allegro (vide PalmaPikczers), przypomniałem sobie markę, którą kiedyś wprowadziła firma Helena. Inteligentni inaczej marketingowcy stworzyli linię napojów o nazwie FART. Koszty wprowadzenia na rynek nie małe. Należało opracować nowy design, nowe butelki itp. A wycofać produkt niestety musieli wkrótce, gdy wreszcie zrozumieli, że anglojęzyczna część społeczeństwa omija ten napój z prostej przyczyny...
"Want some Fart?"
(dla nieanglojęzycznych - "Chcesz trochę pierda?")
Ekskluzywny męski portfel
2008-05-10 11:22:29 · Skomentuj
Szukam sobie nowego portfela i cus takiego na allegro znalazłem:
Ekskluzywny? Męski? TAMPATO??!!??!!
Nie ma to jak sie pochwalić w towarzystwie:
"Patrzcie jaki mam wypasiony tampato!"
Szkolnych wspomnień czar
2008-04-30 21:46:31 · Skomentuj
Czytając rozmaite posty na forum o edukacji i językach obcych, przypomniały mi się pewne wydarzenia z liceum i studiów. Jest to krótka nauczka, dlaczego nie należy mieć na pieńku z nauczycielami :D
Matura. Angielski. "Szanowna" komisja. Przewodnicząca - moja nauczycielka angielskiego. Dwie pozostałe osoby władają językiem rosyjskim, więc udają, że ze zrozumieniem kiwają głowami...
Z nauczycielką miałem ostro na pieńku. Powiedziałem jej kiedyś w twarz podczas lekcji przy całej klasie, że jej sposób nauczania języka jest bez sensu i nie będę wkuwał czytanek na pamięć.
Języka tego uczyłem się już 10 lat. Byłem u progu FCE owym czasie. Żeby było weselej – pracowałem jako wolontariusz z obcokrajowcami podczas Dnia Młodzieży i pielgrzymki Papieża w 1997 roku.
Na maturze dostałem 3...
Dziewczę (pupil nauczycielki), które zdawało przede mną i na moich oczach z głowy recytowało czytanki (wyobrażacie sobie, że takie mieliśmy pytania na maturze?), a na pytania, które wymagały prawdziwej znajomości języka odpowiadało „Me eat banana” dostało 5!
Pomyślałby ktoś, że nauczony doświadczeniem wyciągnąłem jakieś wnioski... Otóż nie. Nie jestem w tym przypadku potwierdzeniem powiedzenia "mądry Polak po szkodzie".
Studia. Angielski. Poziom "zaawansowany". Uczymy się, jak pisać list... "Dear Bob". Przez 2 lata na zajęciach się nie pokazywałem, uważając je za kompletną stratę czasu.
Egzamin z języka. Trzeba było przygotować się do rozmowy o jakimś ciekawym zagadnieniu biznesowym (studiowałem na akademii ekonomicznej). Uśmiechnięty od ucha do ucha przez 20 minut rozmawiam bez zająknienia o boomie internetowym. Temat szeroki jak rzeka. Czuję się nie do zagięcia... Nagle padło pytanie:
- A może powie mi pan jak jest faktura po angielsku?
Cisza… Autentycznie zapomniałem…
- No wie pan. Pan jest na studiach ekonomicznych. Pan musi wiedzieć jak jest faktura po angielsku.
Dostałem 3...
Do końca życia już nie zapomnę, że cholerna faktura to INVOICE :D