< >  wszystkie blogi
Informacja

Niestety bojownik pietshaq nie ma wpisu o tym numerze

Blog Klodzia

myśli różne

DZIS PRAWDZIWI CYGANIE ISTNIEJA!

23 wrzesień 2008 ·
Zawsze, ostatniego dnia lunaparku, cyganscy showmeni juz od rana
odczuwaja podniecenie przed skladaniem sie i podroza. Po calym dniu
krecenia, juz w nocy zaczynaja "pulldown" (skladanie sprzetu -
karuzel, gier itp). Niektorzy zabieraja sie juz w nocy, inni klada
sie potem na kilka godzin i wyjezdzaja rano. Nie wiem dlaczego tak
sie przy tym spiesza. Moze to pozostalo im z dawnych cyganskich
czasow. Zwinac sie szybko i dalej w droge. Zupelnie inaczej jest
przy rozstawianiu karuzel, ale o tym dalej.



Jeszcze dzisiaj gra mi w uszach "muzyka pulldownu" - warkot
agregatow pradotworczych i stale powtarzajce sie uderzenia
metalowych czesci, czasem jakies krzyki czy krotkie rozmowy
poracujacych ludzi. To naprawde jest muzyka. Leroy, Murzyn-Rastaman,
ktory juz kilka lat jezdzi z cyganskimi showmenami, mowi, ze
ta "muzyka pulldownu" bardziej go kreci niz reggae, rap i rock razem
wziete. I cos w tym jest!
Po zlozeniu sprzetu ruszamy w droge. John, moj boss, oznajmia mi
ze za pare minut wyruszamy. Z nikim sie nie zegna, nawet z
najblizszymi kumplami. Tu pozegnan nie ma. I tak z kazdym z nich
spotka sie kiedys na nastepnym placu. Teraz wszyscy mysla tylko o
drodze i o nastepnym miejscu.



Po przybyciu na nowe miejsce rozstawiamy przyczepy czyli "trejle"
jak nazywaja je pracujacy tu Polacy. Cyganscy showmeni uzywaja
slowa "trailer", kotra oznacza woz lub przyczepe samochodowa a
NIE "caravan", co oznacza przyczepe campingowa. Choc niektorzy
mieszkaja w calkiem nowoczesnych przyczepach campingowych, nazywaja
je po staremu.



Nie wszyscy wlasciciele karzuel sa Cyganami z pochodzenia, chociaz
jest ich wielu. Ale i ci z romskim rodowodem niechetnie uzywaja co
do siebie okreslenia "Gypsy" ajesli juz to koniecznie z dodatkiem -
"gypsy showmen". Wedrowni showmeni uwazaja sie za arystokracje
wsrod Cyganow. Pod pojeciem cyganskich showmenow kryja sie nie tylko
artysci, ale takze wlasciciele lunaparkow, cyrkow, obwoznych budek z
hot-dogami itp. Jednym slowem cala masa ludzi, ktorzy wedruja po
swiecie, aby organizowac zabawe dla innych. Czyli tak naprawde, to
wlasnie oni sa tradycyjnymi Cyganami, chociaz czasem robia wrazenie,
jakby sie troche swoich korzeni wstydzili.

Jak pisalem wczesniej, pozegnan tu nie ma. Natomiast na nowym
miejscu jest zawsze cala seria powitan. Nie tylko w pierwszym dniu,
ale nawet pozniej, w trakcie rozstawiania sprzetu. Czasami jest to
az denerwujace. Co zaczne prace z moim szefem, to zaraz przychodzi
jego kumpel i zaczyna rozmowe. Praca idzie na bok na jakies pol
godziny. I znowu beirzemy sie do roboty ale za pare minut podchodzi
drugi kumpel i znowu zaczyna sie powitanie i dluga rozmowa. Sprzet
zwijamy przewaznie w ciagu kilku godzin, ale rozstawiamy niekiedy
przez kilka dni.



Prawie kazdego dnia robi sie cos innego. To tez jest urok tej
pracy. Skladanie, podroz, rozkladanie, mycie, pozniej krecenie
karuzel, pozniej znowu skladanie. Tydizen lub dwa w jednym miejscu.
Cyganscy showmeni pracuja bardzo ciezko i lubia ciezka prace, jak
podkreslaja, w przeciwienstwie do "dzikich Cyganow". Podobnie jednak
jak "dzicy" Cyganie, showmeni nienawidza monotonii. Sa
przyzwyczajeni do ciezkiej pracy, nawet ja lubia, ale pod warunkiem,
ze kazdego dnia robia cos innego.



Jest to dla nich bardziej styl zycia niz praca czy biznes. Po
zakonczeniu sezonu zjezdzaja do swoich zimowych kwater, gdzie
mieszkaja w przyczepach lub domach na kolkach. John w zimie jezdzi
ciezarowkami TESCO. Zarabia bardzo dobrze, pewnie wiecej niz przy
swoim kreceniu...a przy tym glowa go o nic nie boli. Ale gdy juz
zbliza sie wiosna i nowy sezon mysli tylko o drodze i o lunaparku.
Niektorzy ponoc nawet dokladaja do tego interesu, a zyja z pracy w
zimie i z roznych handlowych interesow po drodze - ale z lunaparku
nie zrezygnuja za nic w swiecie.
Pracuje u nich wielu Polakow. Pracuja tez Anglicy, glownie
margines spoleczny, gdyz "normalni" Anglicy nie sa przywykli do tego
rodzaju zycia. Choc bywaja tu tacy jak Leroy - wyksztalceni i na
poziomie i po prostu lubiacy takie zycie. Czasami do sezonowej pracy
przychodza do showmenow ich ziomale - "dzicy" Cyganie. Jednym z nich
jest Chris. Blondynek, niebieskie oczka - jakby wyskoczyl z jakiejs
ksiazki Rosenberga o czystosci rasy aryjskiej. Ale przyznaje sie od
razu, ze jest "Gypsy". Dla pewnosci pytam czy jest etnicznym Romem
(Romani). Odpowiada, ze tak.



Oznajmia mi przy tym, ze to on wlasnie jest jednym z nielicznych
juz prawdziwych koczownikow cyganskich, ktorzy podrozuja na
okraglo, przez caly rok. Z pogarda mowi o tych, ktorzy tak jak moi
showmeni zjezdzaja na zime do swych "jardow". Prawdziwy Cygan w
ogole nie mieszka.

Ciagle wspominam swoja prace i swoje zycie w angielskim lunaparku.
Znacznie ciekawsze i chyba bardziej wartosciowe od zycia osiadlego.
Blizej ludzi, blizej Boga, blizej Diabla... Nie ma nudy. Nie ma
monotonii. Gdyby tylko placili lepiej. No i ta zimowa przerwa - nie
wiadomo co wtedy ze soba zrobic w tej Anglii. Ale moze jeszcze
kiedys tam wroce....

 

Skomentuj

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi