dzisiejsza poranna próba ogarnięcia kuchennego burdelu, nieprzyzwoitej
wręcz ilości butelek o róznych pojemnościach, kolorach i cięzarze
gatunkowym, korków, kapsli, zakrętek i puszkowych zawleczek zmusza mnie
do refleksji, że wczoraj musiało w nierównej walce polec naprawde dużo
szarych komórek młodych, ambitnych perspektywiczych ludzi. przyzwoitośc
i moralne hamulce zostały upłynnione i skonsumowane lapczywie po
odpowiednim okraszeniu ich grillowanym fragmentem jakiegos zwierzęcia.
kim byli ci ludzie? skąd wiedzieli gdzie mieszkam? czemu ktoś
notorycznie lał im wódę, a oni nie oponowali? wczorajsze wydarzenia
zatarły sie w pamięci dość znacznie, pozostały mgliste strzępki
wspomniej, chaotycznie porozrzucane slajdy prezentacji w powerpoincie
robionej przez nieudacznego psychopatę. w głowie dudnią mi wrzaski,
śmiechy, troszkę gitarowego rzępolenia...co jeszcze mogło się wydarzyć,
a umknęło mojej, czujnej zazwyczaj, percepcji? czy gdzies miała miejsce
choćby prezentacja cycków, ale nie zostałem zaproszony do loży? kto
wyzarł całą śmietanę z lodówki? tyle pytań, tyle pytań...wszystkie
trafiają w próżnię.
no nic, pora zmierzyć się z brutalną rzeczywistością i spuścić zasłonę
milczenia na wczorajszą makabreskę w nieokrzesanym za grosz
towarzystwie;]
zbierajcie siły towarzysze broni. wkrótce zrobię poprawiny;]
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą