| « | następny » |
Bogusław Wolniewicz o studiach wyższych w TVP "Ring"
Fragment programu TVP "Ring" i przykra prawda o m.in. "zarządzaniu".
Jeśli uważasz, że film już był wcześniej na Monster TV to podaj do niego link. Do oglądania filmów może być potrzebny najnowszy Flash Player. Zobacz najpopularniejsze tagi.




















Otóż z tego co się oriętuje w w granicach 1910 roku, ba polećmy nawet dalej niech będzie 1921 w polsce było 33% analfabetów a ludność była generalnie zacofana pod względem wykształcenia (taka pozostałość po zaborach) większość edukacje kończyła na podstawówce głównie ze względów ekonomicznych więc o czym tu mowimy kto miał studiować jak powszechne szkolnictwo było w opłakanym stanie...
A filozofia to jak dla mnie generalnie powinno być hobby a nie kierunek to kształcenia wyższego bo to nic nie wnosi i nie jest przydatne...
-Jak się gówniarza uderzy, to się nauczy. Jak pies. Za komuny to już byś dostał w tyłek.
-Ale w Polsce już nie ma komuny, proszę pani.
-ALE BĘDZIE!!
Pół klasy się śmiało, a pół bało...
pan profesor jest jak wiekszosc jego kolegow: "my jestesmy namadrzejsi, a cala reszta to glupki, wiec co zlego, to nie my"... naukowcy akademiccy to banda zyciowych durniow. tyle mojego- dziekuje, dobranoc.
"w 1956 powrócił do pracy naukowej i na fali entuzjazmu dla przemian wprowadzonych przez Władysława Gomułkę wstąpił do PZPR, której członkiem (mimo niechęci wobec rządów Gierka) pozostał do 1981"
Tiaa...
chciało by się od razu wielkie programy pisać? ano chciało by się, ale powiedz mi, czy ty w swoją edukację od Homera zaczynałeś czy elementarza? :)
Swoją drogą główną zaletą studiów jest nie tyle poszerzanie swojej wiedzy (co poniekąd też następuje) co uczenie się radzenia z problemami, samodoskonalenia i analitycznego podejścia do problemów
Obronisz pracę dyplomową, to zrozumiesz :)
Dużo osób tak jak mówił jest naprawdę kulą u nogi. Poziom dla nich jest zaniżany, albo ten n-ty egzamin w poprawkowej sesji poprawkowej sesji polega na napisaniu 3 zdan albo poprostu stawieniu się na czas z indeksem i paru błaganiach.
Prowadzi to do tego, ze i ja z natury leniwy, zamiast siedziec i skrobac programy siedzę sobie na joemonsterze itp... Bo i tak sie wyrobię. A wiedzę jaką będę potrzebować w przyszłości i tak muszę zdobywać sam, na boku...
A co do programu to już nie wspomnę...
Informatyka się strasznie szybko rozwija. 5 lat to jest jak 20-30 w innych dziedzinach. To, że "uczą" mnie na studiach języka "Pascal" który powstał w 1970 roku, to tak, jakby studentów geografii uczyć, że amerykę dopiero co odkryto i mieszkają tam jacyś indianie i jest tam dużo złota (no i ziemniaki).
Do tego zupełnie bezsensowne przedmioty. Elektronika? Ok, może przyda mi się coś przydać o podzespołach, ale gdziee tam. Pół roku testowania diod które 50 lat temu z użytku wyszły. Miernictwo cyfrowe? A co ma kij do wiatraka, że tak powiem. Informatyka dzisiejsza to sieci komputerowe i programowanie. Nie sprawdzanie błędów pomiarów prądu w jakimś voltomierzu. Fizyka? Chyba dla zasady, bo przecież 60letniego profesora nie wyrzuci się z uczelni, a jakąś robotę mu trzeba dać. I tak informatycy co innego na głowie mają i po zaliczeniu przedmiotu nadal pamiętać nie będą czym się różni napięcie od natężenia.
No i ten podział na studia zaoczne i dzienne. Do tego te prywatne uczelnie i zaoczne studia. Jak dla mnie to one w ogóle nie mają prawa istnieć. To jest kpina nazywać je studiami. Poziom jaki tam jest prezentowany jest wręcz żałosny. (mówię tu przez pryzmat informatyki). Uczą tam chyba jak zostać informatykiem w podstawówkach i liceach. A i tak takowym magistrom można nieraz tyle błędów wytknąć...
W środowisku akademickim nacisk jest na politykę, umiejętność znalezienia swojej niszy i dostępu do taniej rozrywki.
Zagubiła się idea wyższej szkoły,bowiem wykształcenie i tytuł teraz każdy zdobędzie, niestety idąc tym tokiem dalej- tytuł magisterki zdobędzie osoba, która ledwo maturę zdała.
kiedyś studia wyższe były kierunkiem elitarnym (sam nie lubię tego słowa, ale niech już tu będzie), tak samo posiadanie matury, którą dostać w dzisiejszych czasach to już nie wyczyn. profesor słusznie zaznaczył, iż studia są na dzisiejszy dzień parkingiem dla bezrobotnych, ale nie tylko. kiedyś kierowały się tam osoby chcące uciec przed wojskiem, albo ci, którzy najzwyczajniej nudzą się w domu.
zaznaczyć też trzeba, że uczelnie przyjmują (nie jest to tajemnicą) kogo popadnie, żeby tylko utrzymać kierunki przy życiu... jak i samą uczelnię. np. przyjmowanie na filologię polską spec. nauczyciel (powiem że w mojej grupie) osoby, która pojęcia nie ma co to rzeczownik czy orzeczenie jest najmniej śmieszne.
powinni otwierać uczelnie dla tych niedouczonych, powiedzmy jakieś nauczanie uzupełniające, a te właściwe pozostawić tym, którzy chcą zdobyć jakąkolwiek wiedzę. zaniżanie poziomu, tylko po to, by wyrównać stopę wiedzy z bandą leserów jest szkodliwe nie tylko dla innych studentów, ale także dla osób z otoczenia w którym później będą pracować
A kursy z ortografii u was mają może? Przydałby się Tobie;) A w temacie poziomu studiów pamiętaj, że na koniec życie i tak wszystko weryfikuje;)
Chyba masz znikome pojęcie kim ten facet jest i co sobą reprezentuje. To, że ma poglądy jakie ma to już jego broszka. Drobny minus za to że odwiedza ojca dyra jednak miejmy na względzie to w jakiej doktrynie został wychowany jak bys sie urodzil w 1927r. to wydaje mi się, że Twój tok myślenia i postępowania nie był by tak liberalny jak zapewne teraz jest. Jeszcze jedno z racji wieku to profesury u mocher metnora nie mogl robic wiec zastanow sie co piszesz bo to troszkę żałosne.
Wydaje mi się...... ha ja to wiem że pewnie w konfrontacji słowno-poglądowej zniszczył by Cię jednym zdaniem.
Cala rozmowa przypomina lekką parodię ale ze względy na prowadzącego i nieudanej próby doboru słów (czusc ten plastik w wypowiedzi)
Jestem na 3 roku na PWR i muszę stwierdzić ze studia wyższe to żenada straszna.
Nie wielu wykładowców traktuje swoja prace na serio i z na prawdę ważnych kursów dają zaliczenie za obecności. Studenci? Nie wielu jest takich co chcą studiować i są rządni wiedzy. Większość to banda leserów, którzy jakoś tam dotrwają do dyplomu nie wynosząc nic ze swojej edukacji. Wylatują na dziekanki, reaktywują się, błagają o zwiększenie limitów punktów, przedłużają sesje, zatruwają życie innym studentom i wykładowcom, obniżają poziom. Mimo to uczelnia i tak trzyma całe to dziadostwo zezwalając na opłakany poziom studiów. Trzeba bardzo dużo nadrabiać we własnym zakresie żeby cokolwiek wiedzieć o temacie swoich studiów.
Osobiście idąc na studia myślałem, że jest tak jak ten profesor mówił. Jak ktoś nie umie to wypada, bo widocznie się nie nadaje. Zawiodłem się..
Jestem zły na to wszystko, że dziś trzeba nie wiadomo jak gnać za kasą, że to pieniądz rządzi światem.... Kufaaaa! dlaczego?...
Chciałbym być jak Tony Halik...
Problem tkwi w systemie wartosci, edukacja jest traktowana jako srodek a nie cel, jedynie jednostki w postaci wyspecjalizaowanych lub interdyscyplinarnych naukowcow moga traktorowac edukacje jako cel (a wiec i pasje). Nie bede tu wypisywal truzimow w postaci ze kazdy moze to robic na wlasna reke.
W obcecnym systemie wartosci gdzie na szczycie znajduje sie pieniadz, edukacja jest w duzej mierze jedynie srodkiem do jego osiagniecia, poniewaz teoretycznie wiaze sie z mozliwoscia osiagniecia zamierzonego celu.
Syzyfowym wysilkiem jest polemika na temat wyzszosci studiow dziennych nad zaocznymi. Poniewaz niezaleznie od trybu studiowania student moze poszerzac swoja wiedze ze wlasnym zakresie, ale do tego potrzebne sa checi i MOTYWACJA (a nie tylko $$).
pzdr
Takie przeintelektualizowane malkontenctwo, zamiast sensownej propozycji co zrobić i jak. Narzekać, to każdy umie. Od profesora, to ja się więcej spodziewałem.
A jesli ktoś wykształcony chce być sprzataczem to proszę bardzo nie mam nic przeciwko.
Ktoś pisze że poziom wzrasta i bla bla bla.
Ja uważam że studia są żle obsadzane. Bo dajmy na to ileś osób idzie na jakiś kierunek po którym nie dostanie pracy bo jej nie ma bo jest za dużo takich "specjalistów" a na innym jest nie dobór.
Ktoś powie ok ale niech sobie ludzie wybierają i to ich problem.
Ale tak nie jest bo ja i inni płacę podatki i ja nie chcę by mnie za chwile leczyli obcokrajowcy którzy ledwo polski znają bo nie ma polskich lekarzy itp.
A z drugiej strony nie chcę utrzymywać na bezrobociu kurde masy filologów czy filozofów itp.
Powinno być tak dobrane jak się rynek rozwija a w zasadzie jakie są prognozy (zanim ukończą minie 5 lat)
i tak np nie wiem jak na pedagogikę jest zapotrzebowanie na 100 to sorry ale nie przyjmujemy 130 choćby płacili niech idą na jakiś inny kierunek może bilogę czy genetykę. Tak strzelam bo nie wiem jakie kierunki sa przyszłościowe. Tzn wiem wszystkie informatyczne ale zaraz mi ktoś zarzuci że z humanisty chcę robić inżyniera.
Prawda jest taka że ludzie nie wiedzą czego chcą w życiu i idą byle gdzie byle się ogólnie wykształcić a do ogólnego to jest ogólniak a nie studia. Jak ktoś wie i czyś się interesuje i jest uparty to choćby było 20 na jedno miejsce to się dostanie bo bardzo tego chce a właśnie rzeszę tych nie zdecydowanych powinno się przekierować na takie studia gdzie znajdą pracę a nie będą wisieć na garnuszku państwa które jeszcze zapłaci za ich nie trafione studia.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą