| « | następny » |
Od Bercika do Roberta
Najlepsze momenty Roberta Kubicy w drodze do F1. Od dziecka w wyścigach różnego typu - to po prostu musiało się tak skończyć.
Jeśli uważasz, że film już był wcześniej na Monster TV to podaj do niego link. Do oglądania filmów może być potrzebny najnowszy Flash Player. Zobacz najpopularniejsze tagi.

















Martwi mnie zachowanie kolesia w pomarańczowym jadącego za Kubicą...
PS. Kubica nieuk, nie skończył podstawówki? Brzydki? Jak widzę poziom na niektórych forach portali informacyjnych (sami wiecie których) to Kubica przy nich to szczyt intelektu :)
Masz bardzo idealistyczne podejście do świata. Trochę dziecinne. Bez obrazy. Chodzi mi o to, że za moich czasów w podstawówce dzieciom bili do głowy, że wystarczy ciężko pracować i można osiągnąć wszystko czego się chce. Niestety w życiu jest tak, że często będziesz sobie żyły wypruwał a efekt będzie mniej niż mizerny. Smutne ale prawdziwe. Nie należy przez to oczywiście rozumieć, że coś komuś kiedykolwiek się bez pracy udało - wniosek jest taki, że praca nie daje gwarancji.
Słowo o studentach. Ja już się dochrapałem magistra.
Wiem, że studenci mają zawsze milion wymówek. Sam miałem. Ale z perspektywy wiem, że sporo z nich było uzasadnionych. Pójdę przykładem matematyki i ekonomii matematycznej. Z matematyki miałem specyficznego wykładowcę. Do tego dziwną z deczka panią mgr inż. od ćwiczeń. No i na matematyce robiliśmy stosunkowo trudne rzeczy. Jednak były one wytłumaczone w miarę przejrzyście, łopatologicznie jeśli było trzeba i wiedziałem co robię. Jak popełniałem błąd to po sprawdzeniu obliczeń mogłem je poprawić. Inaczej było z ekonomią matematyczną. W teorii była to uproszczona matematyka z elementami bełkotu ekonomistów. Ale ja nic nie rozumiałem z tego co wykładowca i ćwiczeniowiec w jednej osobie do mnie rozmawia :] A wszystko było znacznie prostsze od matematyki. Gdyby nie tona ściąg na egzaminie to bym teraz rowy kopał :] Zadań na kolokwia musiałem się praktycznie uczyć na pamięć :]
Jakieś 2 lata później czytałem sobie bzdury na temat jakichś przekształceń gospodarczych gdzieśtam. No i w analizie wykorzystali metody, których mnie uczono na ekonomii matematycznej. Jedna czy 2 strony książki były omówieniem metodologii. Jak nie trudno się domyśleć z mojego wywodu - nauczyłem się z tych 2 stron więcej niż przez 10 miesięcy ekonomii matematycznej :]
Osoba wykładowcy i sposób napisania podręcznika ma gigantyczny wpływ na to co student będzie umiał. Sam nie zajarzy - gdyby tak było to nauczyciele wylecieli by z roboty :P
PS.
BERCIK TO ZDROBNIENIE OD HUBERTA WY ******* GOROLE!
Może nie jestem fanem R.K ale cieszy mnie fakt, że mamy rodaka w F1 bo to że On się tam znalazł to na bank nie przypadek. Więc cieszmy się że kolejny Polak zaistniał w świecie.
A gadki typu że kolo nie ma szkoły, kiepsko jeździ czy ma duży nos zostawcie na Onet.pl
Peace
Na pewno byś był wyróżniającym się wałkowym. Zapominasz tylko o tym o czym zapominają masowo rodzice bardzo wielu dzieci czego efektem jest niejednokrotnie zniszczenie życia dzieciakom. A na pewno ich całego dzieciństwa.
Każdy rodzi się z przypisanym genetycznie temperamentem (nie mylić z charakterem) i z flegmatyka nie zrobisz dobrego boksera. Do tego niektóre rzeczy nas nudzą a niektóre interesują bez jakiegoś specjalnego powodu. Jeśli nigdy byś nie poczuł chemii do wałka to twoje treningi byłyby udręką :]
Każdy może być dobrym rzemieślnikiem w tym czego się uczy odpowiednią ilość czasu i odpowiednio długo praktykuje. Dlatego zwłaszcza w sporcie ważne jest wczesne rozpoczęcie treningów. W wielu dyscyplinach nie masz szans zaistnieć jeśli w wieku 10 lat jeszcze nie trenowałeś.
Problem zaczyna się w momencie kiedy spotykają się ludzie, którzy mieli dokładnie takie same warunki do rozwoju umiejętności. Idąc drogą Twojego przykładu: prawdziwy test jest wtedy kiedy 100 kolesiów z wałkami, którym rodzice te wałki wciskali od dzieciństwa, staje naprzeciw siebie i musi wygrać na poziomie krajowym. Wtedy sam czas spędzony na wałkowaniu nie starczy bo wszyscy go tam dużo spędzili. Wygrają ci najbardziej zajadli, silni psychicznie i lubiący to co robią.
A jak już wygrają te krajowe zawody i zdobędą powiedzmy V-ce
Mistrza Włoch w Wałkowaniu Przez Przeszkody wtedy awansują do światowej ekstraklasy. A tam są sami prze***e, którzy urodzili się z wałkiem w ręce i w dodatku są zajadłymi s***ysynami o stalowej psychice.
I co wtedy? Wtedy ujawnia się talent, który w mniej masowych sportach takich jak F1 można praktycznie pominąć aż do niemal samego szczytu kariery. Znaczenia nabiera minimalnie szersze pole widzenia, lepsze przewodnictwo włókiem nerwowych, zdolność widzenia z trochę lepszym kontrastem, minimalnie lepsza uwarunkowana genetycznie zdolność organizmu do długotrwałego wysiłku itp. Takie drobiazgi potem powodują, że w 24-godzinnych zawodach wałkowania uda ci się zrobić 100.000 spodów do pizzy a twój przeciwnik zrobi ich w tym czasie 100.007 i wygra a ty zajmiesz powiedzmy 5 pozycję bo jeszcze 3 innych gości wywałkowało po 2-3 spody więcej.
Teraz na koniec jeszcze ja uproszczę żeby była jasność.
W USA są tysiące tatusiów, którzy w momencie urodzenia się im córek twierdzą, że będą wielkimi sportsmenkami. Absolutna większość tych dziewczynek ma właśnie od tego momentu przesrane życie bo powyżej pewnego poziomu nie podskoczą.
F1 w Polsce nie istnieje bo nie istnieje praktycznie karting. Na Zachodzie jest tego znacznie więcej i możesz mi wierzyć, że Kubica musiał pokonać bardzo wielu przeciwników z takimi samymi tatusiami jak jego żeby się dostać tam gdzie jest teraz.
A co do piłkarzy... Jeszcze za czasów prejuniorskich miałem okazję grać regularnie z ludźmi, którzy teraz ocierają się nawet o reprezentację narodową a paru z nich gra w ekstraklasie. Nie zrozumcie mnie źle - ja tam dupa jestem ale w okolicy zawsze bramkarzy brakowało a że co nieco potrafiłem to przynajmniej nie musieli strzelać do pustej bramki :] Powiedzieć mogę tyle - ci co mieli talent jeżdżą teraz wózkami widłowymi w Irlandii a ci co trafili na dobrych trenerów grają teraz co najmniej w 3 lidze, większość w drugiej a 3 w ekstraklasie jest ich na chwilę obecną 2.
Morał z tego taki, że Twoja historia o tym, że wystarczy mieć talent i wszystko samo przyjdzie nadaje się co najwyżej do włożenia między bajki :] Gdyby tak było to biorąc pod uwagę masowość tego sportu w Polsce mało kto by nam podskoczył. Na chwilę obecną podskakują nam takie potęgi jak Słowenia, Słowacja i Irlandia Północna :]
studia to nie tylko historia czy jakies jezyki gdzie mozna wykuc daty/slowka/inne pamieciowe rzeczy i wystarczy. to takze przedmioty techniczne czy ekonomiczne, ktore dzialaja na rozne sposoby i warto je zrozumiec, a samemu to nie jest takie latwe.
Nie mniej, życzę wielu udanych Grand Prix, no i tytułu mistrza.
Zawsze są to tak dobrane problemy, żeby antidotum było niemal nieosiągalne.
Dlatego, że antidotum na faktyczny problem, który tkwi w nich, to ciężka praca, a tego lepiej unikać, prawda?
Jeden ze słynnych niemieckich matematyków będąc w podstawówce wypożyczył książkę o rachunku całkowym udając, że to dla ojca, bo by mu nie dali sądząc, że to do zabawy. Nauczył się sam całkować i liczyć pochodne. Bierz z niego przykład zamiast czekać aż rodzice wyślą Cię białą limuzyną do Garry'ego Kasparowa na korki.
i na predyspozycjach sie skonczylo, kiedy klub przeniesli na 2 koniec miasta. wniosek: liczy sie: kasa, kasa, zarazenie pasja mlodego, kasa, kasa, predyspozycje. w tej kolejnosci. i nie taka kasa, i jakies myslal zolty m&ms.
Chyba żartujesz. Wsparcie finansowe trzeba mieć spore, to prawda, wielu miało i ma i co? Spośród MILIONÓW osób do F1 trafia nieco ponad 20. Elita. To tak, jakby w piłce nożnej być członkiem drużyny, która zawsze zdobywa mistrzostwo świata. I strzelać gole.
kasa owszem, jest wazna, ale mylisz sie, jesli myslisz zeRK osiagnal to wszystko dzieki kasie rodzicow. za te pieniadze moze kupili mu oni pierwszy kask i gokart - za wszystko inne placili sponsorzy. skad ci sponsorzy? ano dzięki dobrej jezdzie. jedno napędza drugie.
Tata Robert, jak to mowi Zientarski, nie mial ambicji, aby RK zostal kierowca. Kubica jak byl brzdącem chyba 6-letnim, wsiadl raz bodaj do elektrycznego samochodzika w centrum handlowym i juz nie chcial z niego wysiasc - a wiec sam wybral sobie przyszlosc, na ktora jego rodzice pozwolili i dolozyli wszelkich staran, aby sukces osiagnal.
Poza tym zdziwilbys sie, ile osob trenuje sciganie. Popatrz na oferty szkółek kartingowych, ile ich jest - a to dopiero pierwszy krok.
dalej, aby zostac znanym pilkarzem, trzeba nie tylko dobrze grac. ileż razy zdarzylo sie, ze jakis utalentowany zawodnik wpadl w oko obserwatorom, po czym z drugoligowej druzyny trafil do skladu niemalze mistrza kraju. w wyscigach tego nie ma. mozolnie pniesz sie w gore, zaczynasz od kartingu, idziesz przez nizsze serie, musisz naprawde sporo powygrywac, a i tak gdy juz dostajesz sie do F1, to zwykle jako tester, bez gwarancji, ze zostaniesz pelnoprawnym kierowca. nie tylko w wyscigach zreszta tak jest, do rajdow tez droga jest niewiele krotsza.
doceniam jednak fakt, ze zechciales wyjasnic swoj punkt widzenia, mimo ze nadal sie z nim nie zgadzam :]
wg mnie.
F1 = większość ludzi mając wsparcie takie jak Robert dojdzie conajmniej do jego wyników.
Piłka, sitka etc = wsparcie nie ma znaczenia, liczy się tylko skill zawodnika, a reszta przyjdzie sama.
Nie kumacie do końca o co mi chodziło.
Chodziło mi o elitarność formuły 1. Rozwijając myśl, uproszczę deczko extra dla was. Czy łatwo jest zostać dobrym (znanym) piłkarzem? Nie cholernie trudno, bo konkurencja za duża. Większość kopie w piłkę, bo nietrudno kupić piłkę w Tesco za 19,99 i pójść na boisko. Trzeba być zarabiście dobrym żeby tu się wybić.
Ile natomiast znacie osób które trenują wyścigi? Ja osobiscie znam więcej piłkarzy, siatkarzy a nawet bokserów niż osób, które mają potencjalne możliwości wkroczenia w świat wielkich wyścigów.
Dlatego w tym przypadku kaska cholernie się przydaje i nie wystarczy mieć dobre chęci i predyspozycje, bo to nie sport za 19,99.
I nie jest tu kwestią czy to dobrze czy nie. Nie ważne ile w tym kraju siedzi potencjalnych mistrzów świata F1, ważne że tatę Roberta było stać na zrobienie z niego mistrza.
Ojciec sióstr Williams, jak tylko się urodziły powiedział, że będą grały wielki tenis. I ani one nie urodziły się z paletką w ręcę, a ni Robert z kierownicą. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa a talent sam przyjdzie - taki urok tego sportu.
A ja się nie zgodzę... Jeszcze jest coś takiego jak predyspozycje... To, że od 4-tego roku życia jeździł na kartingach to nie oznacza, że musiał być świetnym kierowcą...
Robert Kubica jest świetnym taktykiem - co widać np. podczas startów - potrafi taką pozycję wybrać, że nikt w niego nie wjeżdża a zyskuje kilka pozycji. Więc w przeciwieństwie do kucharza na karierę kierowcy samochodowego składa się więcej czynników. Niektórzy mogą ćwiczyć latami i nie dojść do światowej czołówki...
Na sukces kierowcy rajdowego / F1 składają się takie czynniki jak (np. nie wymienię wszystkich bo nie jestem kierowcą zawodowym):
szybkość reakcji, umiejętność błyskawicznego i dokładnego ocenienia sytuacji na drodze, dokładność, wyczucie i wiele innych...
Ja się bez bicia przyznaję, że mam tak w Counter Stike'a Source'a. Gram w tą grę ponad 3 lata i nadal gram na poziomie oznaczanym jako "low ". Dlaczego ? Nie wiem.
Po prostu tak jest, że nie każdy dochodzi do światowej czołówki mimo wielu treningów. Robert Kubica miał po prostu predyspozycje do tego, żeby zostać kierowcą F1.
I wg mnie jest w pierwszej 10-tce obecnych kierowców - np. dlatego, że jeździ BARDZO równo, tylko jego bolid nie potrafi mu rozwinąć skrzydeł...
nie wiem naprawde, co Twoj komentarz mial na celu. ojca mu zazdroscisz? czy samozaparcia i ambicji?
aha, nie jestem fanem RK, tzn kibicuje mu, ale bez szału.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą