| « | następny » |
Co się stanie kiedy do mrowiska wlejemy roztopione aluminium?
Pomysł może nienajmądrzejszy, ale efekty fantastyczne. Jak supernowoczesna rzeźba przestrzenna. Ciekawość badaczy zaspokojona.
1561 |
Jeśli uważasz, że film już był wcześniej na Monster TV to podaj do niego link. Do oglądania filmów może być potrzebny najnowszy Flash Player. Zobacz najpopularniejsze tagi.



















A wracając do tematu kóścioła:
Myślę, że jest to utopia, idea podobna wielu innym (religiom lub ustrojom) o założeniach zbyt pięknych, by ludzkość potrafiła wcielić je w życie. Jak każda idea, często wypaczana i wykorzystywana do własnych celów. Cóż, problemem jest człowiek i jego ambicje. Zaprowadzisz totalitaryzm, a grupa rządząca zniewoli świat, zamiast się o niego troszczyć. Dasz ludziom wolność absolutną, a wybiją się między sobą.
Zaś co do edukacji, to pozostawia się ją samej sobie, ograniczając do zapychania ludziom głów mało przydatnymi faktami, pomijając odkrycia, które mogłyby znacznie ułatwić życie.
Zaś moralność i sposób widzenia świata dziedziczony jest od pokoleń, Z jednej strony wzbogaca i uróżnoradnia to nasz gatunek, z drugiej jednak nas dzieli...
Ja jednak byłbym przeciwny takiej ingerencji, urzędnicy to nie ludzie o tak szerokich horyzontach, by decydować o granicy, kiedy ktoś na dziecko zasługuje, a kiedy nie. To naprawdę bardzo trudna kwestia i zaistniała by konieczność sponiewierania paru pokoleń. Nie wiem, kto by się mógł czegoś takie podjąć i czy w ogóle miałby do tego prawo. Zresztą byliby to ludzie o niezwykle szerokich i daleko idących wpływach, które zapewne wykorzystaliby w mało szlachetny sposób. Bolszewicy też mieli szlachetne intencje, które wiadomo do czego doprowadziły.
W moim mniemaniu odpowiednia droga to nie ta, kiedy niewielka grupa narzuca coś tej drugiej siłowo, tylko taka, gdzie ludzi się odpowiednio edukuje. Tutaj można się wykazać :) Niech ludzie nie będą do niczego zmuszani ani poświęcani. Nie traktujmy się tak jak my traktujemy zwierzęta w badaniach, przedmiotowo, bo nie tędy droga, żeby siebie samych redukować. Zresztą stanowimy jedną, biologiczną brać, a rodzina zawsze funkcjonuje na innych prawach... Zamiast przymusu, stosujmy edukacje, prowadzoną w mądry sposób, przekazując odpowiednie wartości w sposób subtelny, skryty, tak by znajdowały się w wielu głowach bez udziału ich świadomości. Coś w stylu incepcji ;) Ludzie dorastają i odbierają systemy moralne w rodzinie i w szkole, dalej żyjąc wg nich, nie pamietając źródła swoich przekonań. Obecnie źródłem tym w sporej części jest kościół katolicki. Jak widać jest to możliwe, bo kościołowi się udało... Tylko że jest to potężna instytucja, która przetrwała 2 tysiące lat, tak więc z założenia ma większe doświadczenie w tego typu kwestiach. Może od nich by się czegoś nauczyć? ;)
Poz tym armią zawiaduje państwo, a w tym wypadku nie ma mowy o zysku, jak w przypadku prywatnych przedsiębiorstw, tylko o skuteczności.
Co do wojny, to fakt: ludzie najbardziej jednoczą się w biedzie, kiedy jednostki mają małe szanse przetrwać.
I jeszcze jedno, co można zaobserwować niemal na każdym podwórku: nic tak nie jednoczy ludzi, jak nienawiść. Czy to do sąsiedniego kraju, czy do nielubianego sąsiada z naprzeciwka.
Poza tym, wydaje mi się, że im jest nam ciaśniej, tym bardziej narastają konflikty. Myślę, że ludzie docenialiby się bardziej, gdyby ich wzajemny kontakt wynikał z chęci, nie zaś z konieczności (sąsiedztwo, współpracownicy).
Może powinniśmy ograniczyć trochę przyrost? Jedno pokolenie trochę by może na tym ucierpiało, ale kolejnym żyłoby się swobodniej. Jakiś ksiądz powiedział kiedyś, że "nie jest sposobem zmniejszanie liczby gości na bankiecie życia". Mi zaś przypomniała mi się impreza u kumpla, na którą zwaliło się chyba ze 100 osób. Biorąc pod uwagę ograniczone zasoby i miejsce, wątpię, by ktokolwiek dobrze się tam bawił. Ale o ile bardziej udana byłaby ta impreza, gdyby gości było np. 20?
Tyle, że takie ograniczenie to znów plan dalekosiężny...
Owszem - ludzie wykształceni, inteligentni bardziej stawiają na jakość, nie zaś ilość potomstwa. Stosują antykoncepcję, wstrzymują się z posiadaniem dzieci, do czasu zapewnienia im dogodnych warunków bytowych... margines zaś mnoży się bez opamiętania. Nam troska o własny gatunek nakazuje martwić się o to potomstwo. Tylko jak będzie wyglądał świat za kilka pokoleń, tak przerzedzony z intelektualistów i przepełniony ludźmi, których jedyną ambicją jest nasępić na kolejną flaszkę pryty? Czemu nawet brygadzista w np. w piekarni chcąc szkolić uczniów w wieku lat 15, musi odbyć kurs pedagogiczny, zaś nikt nie wymaga tego od potencjalnych rodziców?
Rozwiązaniem w tej kwestii byłaby wazektomia, ale to znów trąci totalitaryzmem.
I bądź tu człowieku mądry, żyjąc w świecie, gdzie nawet nie wszywa się już esperalu, jako że w przypadku przepicia i śmierci pacjenta odpowiadałby za nią lekarz...
Można by powiedzieć, że w takim stanie rzeczy wojna staje się "pewnym" dobrodziejstwem. W stanie wojny ludzie są bardziej skłonni do poświęceń, rozwija się pewne nowe technologie na użytek skuteczniejszej walki, które później mogą być wykorzystane w użytkowaniu cywilnym. Ale to faktycznie nie jest dobre świadectwo dla ludzkości, skoro tylko w takich momentach jesteśmy skłonni poświęcać się dla rozwoju i to rozwoju związanego z zabijaniem.
Tak czy siak cieszmy się z jakiegokolwiek rozwoju, bo może się okazać, że teraz będzie nas czekać nowe średniowiecze i kilkusetletni zastój.
A wracając do tematu: nie siedzę w nim na tyle głęboko, żeby wiedzieć, kto pod kim dołki kopie, a kto nie, jednak znam ludzką naturę. Wielkich przedsiębiorstw zwykle dorabiają się ludzie - fakt - z pomysłami, ale i nastawieni na zysk.
Na co dzień mamy do czynienia z drobnymi oszustwami i wyłudzaniem pieniędzy rodem z programu "usterka" (przypomniał mi się koleś, który upierał się, żeby wymienić mi wyświetlacz w telefonie, kiedy ja twierdziłem - słusznie, jak się okazało - że wystarczy przeczyścić styki, Ale to już zrobił inny, uczciwszy serwisant). A jeśli tak, to czemu żądza pieniądza kosztem bliźnich miałaby omijać wyższe stanowiska? One też są obsadzone przez ludzi z ich zwyczajnymi wadami, zaletami i słabościami.
Zaś kompletna zmiana branży, choćby na bardziej dochodową, to nie to samo co zwyczajna modernizacja linii produkcyjnej i pochłania dużo więcej funduszy, którymi firma niekoniecznie funkcjonuje. Są molochy o ugruntowanej pozycji, które wprowadzają bezpieczniejsze technologie, jednak to chyba nadal dzieje się zbyt wolno, podczas gdy degradacja środowiska naturalnego postępuje w zastraszającym tempie.
Mnóstwo małych firm traktuje kary za zanieczyszczanie środowiska jak zwyczajny podatek, który jest opłacalny dużo bardziej, niż utylizacja odpadów. Ale to już kwestia przepisów.
A może łapówek? I znów odwołuję się do własnych obserwacji na niższym szczeblu: w moim mieście jest to standard - jeśli np. masz lokal, to płacisz albo chołocie za święty spokój, albo policji za ochronę, czyli... nienapuszczanie chołoty!
Cóż, choć rozbudowaliśmy niesamowicie pojęcie empatii i mnóstwo pozytywnych cech, to nadal najważniejszą z nich jest pierwotny instynkt przetrwania za wszelką cenę, zaś bogata wyobraźnia pozwala skutecznie owo zamierzenie realizować...
Co do ropy naftowej, to akurat tutaj same złoża na wyczerpaniu nie są. Wyeksploatowana kopalnia ropy naftowej nie implikuje całkowitego wyczerpania złoża. Tak naprawdę tej ropy pozostaje jeszcze bardzo dużo, a pamiętać trzeba jeszcze o złożach niekonwencjonalnych i tych jeszcze nieodkrytych ;) A alternatywne drogi ciągle są ciągle rozwijane, a nowe technologie powstają. Niestety są po prostu jeszcze zbyt drogie, a korzyść dla środowiska naturalnego jest zerowa, żeby nie powiedzieć, że są jeszcze bardziej szkodliwe dla środowiska. Trzeba pamiętać, że panele słoneczne trzeba wyprodukować, a elektrownie wodne wiążą się z zalewaniem znacznych obszarów. Są również inne technologie, jednak są one dopiero w fazie zarodkowym i musimy na nie poczekać :) Akurat tutaj nie doszukiwałbym się spisku lobby naftowego blokującego takie inicjatywy, ponieważ są to ludzie, którzy doskonale wiedzą, że na takich technologiach mogą zarobić bardzo dużo pieniędzy. Wystarczy cierpliwie poczekać, chociaż wiem, że może być to tylko moja naiwność. Kto wie, może faktycznie dla nich bardziej opłacalne pozostaje obstawanie przy tych technologiach, z których teraz zostajemy, ale wystarczy trochę poczytać, żeby wiedzieć, że technologie nawet pomimo tego są rozwijane :)
Co do prozy życia i związanej z nią nawykami, to faktycznie, można by tutaj coś zrobić, trochę zaoszczędzić, popracować nad formą i charakterem, żeby skuteczniej z lenistwem walczyć :]
od tego jest PW, i tak was nikt nie czyta
zarnek13 - tylko czy mamy prawo inwestować ryzykując życiem własnych wnuków? Poza tym inwestycje długoterminowe zwykle opłacają się bardziej. Teraz - uzależnieni od krajów wschodu - stoimy na krawędzi wyczerpania zapasów ropy naftowej, ale zmiany w energetyce posuwają się żółwim tempem. Ludzie nadal wolą iść na łatwiznę i zamiast ryzykować inwestując w rozwój alternatywnych technologii, ryzykują kompletnym wyniszczeniem środowiska, w którym żyją. Poza tym - choć sam często korzystam z dobrodziejstw cywilizacji - uważam, że codzienne jeżdżenie w pojedynkę 4-osobowym samochodem do pracy kilka ulic dalej to zwyczajny snobizm. Czemu w innych krajach rowerami jeżdżą nawet wysoko postawieni urzędnicy? W Polsce jazda rowerem w garniturze byłaby uznana za zwykły obciach...
Tak czy siak pniemy się w górę... póki co. A to wiąże się z tym, co napisałem wcześniej: pewnymi dodatkowymi potrzebami których zaspokojenie uważam za priorytetowe z punktu widzenia przyrody jako takiej. W końcu tu chodzi o jak najefektywniejszy rozwój jej najbardziej zaawansowanych dzieci. To jak inwestycja wysokiego ryzyka, ale z dużym profitem w razie wygranej ;) Jeśli nie my, to inni na tej czy innej planecie, których zapewne jest wiele, tak więc gra jest warta świeczki z punktu widzenia natury. Resztę istnienia można traktować jak efekt uboczny procesu, którego koniec miał na celu stworzenie zaawansowanych, inteligentnych istot :)
Fakt: ludzie bywają różni. Jednak niezależnie od poziomu intelektu i bycia dobrym, czy złym, wszyscy jeździmy spalinowymi samochodami, wyrzucamy tony niemal nierozkładalnych śmieci i niszczymy świat wokół siebie. Świat, który - mam wrażenie - obywał się bez nas dużo lepiej. Wykorxzystując swój potencjał moglibyśmy zajść naprawdę daleko. I idziemy, ale czy nie jest to ślepy zaułek? Żądne zysków koncerny wstrzymujące nowe technologie, ludzie martwiący się o los swój i swoich dzieci, ale nie przejmujący się już ani trochę losem wnuków...
Pozwolę sobie wrócić do tematu owadów: mrówki jak mrówki, ale co z tak niedocenianymi pszczołami, odpowiedzialnymi za zapylanie większości potrzebnych nam do życia roślin, a które teraz masowo wymierają przez nadmiar pestycydów w środowisku? Einstein (chyba on) stwierdził, że 4 lata po pszczołach wymrą ludzie.
Wiem,że pieprzę jak nawiedzony ekolog, ale czy naprawdę kosztem wygody musi my aż tak ryzykować? Wolałbym się nie przekonywać na własnej skórze, czy ta banda nawiedzeńców nie miała trochę racji.
Nie jestem miłośnikiem zwierząt, ale nie znam bardziej autodestrukcyjnego gatunku niż ludzki, a szczytne idee i postrzeganie nas jako wybrańców niebios, ginie przysypane stertą śmieci. Poza tym czy nasilaniem się ilości i siły katastrof naturalnych natura nie próbuje dać nam czegoś do zrozumienia? Choćby nauczyć nas odrobiny pokory?
Jeśli chodzi o mnie, to - ciekawostka - mam gdzieś wszystko, o czym właśnie przykatowałem. Uczestniczę w tym całym bajzlu bez cienia skrupułów, bo kiedy ten świat się w końcu rypnie, mnie już tu nie będzie. A nawet jeśli, to chętnie popatrzę, nawet kosztem własnego życia. Tyle, że jeśli jest na tej planecie tylu ludzi, którym zależy na owym świetlanym marszu w jasną przyszłość, to moim zdaniem powinni trochę ten bajzel ogarnąć, jeśli chcą w przyszłości mieć gdzie mieszkać.
"Skoro życie prymitywniejszych form stoi na przeszkodzie zaspokojenia tego daru przyrody, z której też pochodzą jak i my, to nie wahajmy się go pozbawić. Jesteśmy jedynymi istotami na tej planecie, które są w stanie zbadać otaczający ich świat, to jak powstał i to jak skończy. To my jesteśmy uprzywilejowani i nie zmieni tego krzyk jakiegokolwiek oszołoma, że nie odróżnia nas nic szczególnego od innych istot. Odróżnia nas właśnie to, o czym wspomniałem."
Przy okazji też uważam, że całkiem możliwe jest istnienie cywilizacji znacznie lepiej od nas rozwiniętych, nawet tak od nas oddalonych, jak my jesteśmy oddaleni od mrówek :) To całkiem ciekawa koncepcja...
Nie lubię zabijać i prędzej przepędzę niż ubiję muchę, a co dopiero taką mrówkę, nie mając ku temu wyraźnej przyczyny. Tylko że w tym badaniu chodziło o coś więcej jak jakieś osobiste, inter gatunkowe animozje, to kompletnie się z tym nie wiązało. Tu chodziło o ukazanie tego, co niewidoczne. Oczywiście kosztem całej koloni, ale czy to naprawdę tak duży koszt, podczas gdy akceptujemy zabijanie dla zaspokojenia naszego apetytu, zdobycia odzienia lub tak przy okazji, gdy na przykład czegoś poszukujemy pod ziemią? Głód wiedzy to coś, co nas wyróżnia w świecie przyrody i byłoby według mnie zdradą stanu, gdybyśmy go nie zaspokajali w imię obłudnie pojętego "humanizmu". Zabijamy zwierzęta (podkreślam termin "zwierzęta" obejmujące wszystkie gatunki poza nami), aby zaspokajać nasze pierwotne, najprymitywniejsze pragnienia, tak więc tym bardziej zaspokajajmy największy dar natury, a mianowicie ciekawość świata. To my jesteśmy jej celem, istoty myślące i ciekawe świata, sięgające wyżej i dalej niż inne, prymitywniejsze gatunki. Skoro życie prymitywniejszych fy jedynymi istotami na tej planecie, które są w stanie zbadać otaczający ich świat, to jak powstał i to jak skończy. Jesteśmorm stoi na przeszkodzie zaspokojenia tego daru przyrody, z której też pochodzą jak i my, to nie wahajmy się go pozbawić. To my jesteśmy uprzywilejowani i nie zmieni tego krzyk jakiegokolwiek oszołoma, że nie odróżnia nas nic szczególnego od innych istot. Odróżnia nas właśnie to, o czym wspomniałem.
Otaczające życie powinniśmy szanować i o nie dbać, ponieważ to jest nasze dziedzictwo, jednak gdy w grę wchodzi zaspokojenie naszego pragnienia, które nas wyniosło ponad inne gatunki, to nie powinniśmy się przejmować jego poszczególnymi przedstawicielami, ponieważ w przyrodniczym systemie wartości stoją znacznie niżej od nas, z naszym darem który chcemy zaspokoić. Nie jest on sprzeczny z przyrodą, ponieważ wszystko co mamy, co robimy i co nas określa, pochodzi od przyrody. Plastik jest tak samo naturalny jak zielona trawa w szerokim, dzikim stepie, z całą chmarą owadów i innych stworzonek uznawanych za "naturalne". Jest w końcu dziełem rąk dzieci, które stworzyła sama matka natura :) Tak samo więc są naturalny nasze motywy i głód, którego zaspokojenie wynoszące nas na wyższy poziom hierarchii (zbudowanie cywilizacji, rozwijanie technologi, poznawanie świata) stawiam ponad życie małych mrówek. Istot, które pomimo tego mnie fascynują, ponieważ jestem ciekawy świata i wszystkich tajemnic, jakie przede mną skrywa.
Tyle ode mnie, choć pewnie mógłbym coś jeszcze dodać :) Mam nadzieję, że teraz się dobrze rozumiemy :)
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą