Wysokie glany, szerokaśne białe szelki spinające spodnie moro, koszulka "White Power" i oczywiście znaczny ubytek owłosienia na głowie.
Jak już mówiłem nie takie rzeczy widziałem, więc zgodnie z zasadą "nasz klient nasz k*wa pan" grzecznie pozdrawiam i zapytuję czy szanowny pan ma dobry wieczór. Zamiast odpowiedzieć młodzian wskazał mi wyciągniętą ręką mniej więcej w kierunku sufitu (zapewne wskazując iż powinienem wytrzeć pajęczyny z kątów) po czym zaczął badać zawartość mojego sklepiku. Z aryjską pogardą ominął półkę z czekoladę, nawet nie spojrzał w kierunku chińskich zupek, nie on będzie wspierał amerykańskie żydostwo z Coca-Coli... Wreszcie oczy jego padły na chleb. Biały. Niemal defiladowym krokiem podszedł do półki i przygarnął w ramiona ze dwa bochenki... po czym iście olimpijskim sprintem uciekł ze sklepu.
Ok, trochę mnie to zszokowało... spisuję więc numery jego samochodu i dzwonię na policję:
- Haloo, miałem tu jednego skina...
- Taak, wiemy, ponoć 10 minut temu ponoć ukradł kurczaka z rożna z innego nocnego.
-No popatrz pan, do mnie wpadł po chlebek... pewno do tego kurczaka.
--
Mieszkam na krańcu świata 

łajt pałer i cziken wid bred


Mam atrakcyjną i pełną wyzwań pracę. Teraz szukam dobrze płatnej.



Pozdrowionka.
<
Fire walk with me.