Pan Andrzej mieszkał niedaleko mnie. 500, może 700m na wschód. Wiódł spokojne życie w zaciszu miejskiego otoczenia wraz z rodziną. Żona Krystyna, dzieci fhuj...
...ale oczywiście do czasu. Nic co piękne nie trwa wiecznie.
Andrzej był/jest typowym przedstawicielem gatunku ludzkiego określanym przez naukowców, z łac.
homo menelus
Przedstawicieli tego gatunku zna zapewne każdy, mimo tego pozwolę sobie przypomnieć kilka cech charakterystycznych:
1.Znacznie zubożały zmysł orientacji przestrzennej
2.Częste zmiany pozycji w zakresie pion/poziom
3.Czerpie energię w pozycji "czym mnie bo sie jebnę"
(można zaobserwować pobieranie energii z drzew, znaków drogowych, filarów)
4.Łatwość zapoczątkowywania znajomości, dzięki miłości do natury
(objawia się poprzez zaczepnictwo nauliczne, sypianie w miejscach publicznych)
5.Najwyższe stężenia środka odżywczego jakim jest alkohol
(i jego różne pochodne) możemy zaobserwować w okolicach wypłat świadczeń
(M.O.P.R., ZUS)
Po przypomnieniu najważniejszych cech charakterystycznych menela
(żula, pijaczyny) wracam do tematu. Otóż zawsze podziwiałem pana Andrzeja. Podziwiałem jego siłę. Okazywał ją najczęściej w miejscach ogólnodostępnych publicznie, wyrażaną poprzez systematyczne uderzanie żony lub dzieci których miał fhuj.
Pan Andrzej, człowiek postury aż nadto mizernej, miał w sobie tyle emanującej siły, iż postronni obserwatorzy momentów okazywania rodzinie uczuć nawet nie ważyli się zaczepiać pana Andrzeja. Taka to z niego siła biła.
Pan Andrzej to sympatyczny z natury człowiek. Przez kilkanaście lat znęcał się na żoną, wybił jej kilka zębów, przebijał dłonie widelcem, sprzedawał razy kablem od prodiża.
Podziwiam pana Andrzeja między innymi za jego siłę perswazji. Napierdalał
(pieszczotliwie nazywał ją dziwką) swoją dziwkę przez wszystkie te lata i wyperswadował jej w tym czasie rozwód, wyjazd do matki, zniknięcie.
I tych dwóch "szmocy" zamierzałem się od pana Andrzeja nauczyć. Niestety Krystyna spowodowała zniknięcie pana Andrzeja, policja wczoraj ustaliła że już się od niego nic nie nauczę. Wbiła mu kilkanaście razy kosę w żebra podczas snu. Taka to dziwka była.
Pozostało mi tylko wspominać z uśmiechem na pysku pana Andrzeja, człowieka silnego ciałem i duchem, panią Krystynę kobietę głupią fhuj, z jej znakomicie pasującym pseudonimem "dziwka", oraz jego dzieci rozesłane teraz po sierocińcach polskich.
Mam nadzieję że zrozumiecie przesłanie tej notki, jeśli nie, nawet nie komentujcie :)
W dyskusje z Toba wchodzić nie będę, bo widzę że nie mam się czego uczepić, ale daję znać że przeczytałem i przyjąłem do wiadomości :)
Z wewnątrz jest to najczęściej wyuczona bezradność, często poparta doświadczeniem wielu pokoleń bitych kobiet. Niestety, dziedziczy się nie tylko biedę, dziedziczy się też patologię życie "rodzinnego". Kto był wychowany jako syn/córka Andrzeja i Krystyny, będzie wiedział, że naturalnym jest że głowa rodziny chleje i leje resztę, a reszta to znosi i odbija sobie dopiero w następnych pokoleniach. Po prostu: moja matka była bita przez męża/konkubenta, moja babka, prababka pewnie też, ciotki, kuzynki, koleżanki - też często obrywają, taka dzielnica, taki klimat, taka gmina.
Więc najczęściej Krystyny i ich dzieci nie widzą, na co mogłyby to zmienić. I nie mają dokąd pójść. A żyjąc w otoczeniu swoich klonów wiedzą, że pójście na policję nie pomoże im na dłuższą metę, bo skończy się jeszcze większym biciem.
Więc nie byłabym taka hop siup w nazywaniu tragedii, bezradności i często depresji - głupotą.
Strach i tchorzostwo, a zarazem i głupota różnią się tym, że strach sam w sobie można pokonać, tchórzostwo jest tylko cechą charakteru, której raczej się nie zmienia. Ale widze też że nie jestem do konca rozumiany. Nie mam na myśli tego że każda kobieta maltretowana jest głupia bo nie potrafi odejść. Nie każda ma taką możliwość. Ale nie możesz też twierdzić że w przypadku każdej jest wręcz odwrotnie.
Uważam po prostu dość sporą część maltretowanych kobiet jak np. p.Krystyna, za zwyczajnie głupie. Skrajnie. Nieważny jest to, że uda się jej zwiać, odejść. Ważne jest to że nie próbowała, jak znaczna część jej podobnych. Nie próbowała zapewnić swoim dzieciom jakiegokolwiek chociażby normalnego życia. Nie kiwnęła nawet palcem, robiąc kolejne bachory ze swoim oprawcą, jakby starała się rozłożyć krzywdę rodziny na większą powierzchnię odbioru.
"Bił mnie 30 lat", "Byłam katowana przez 25 lat" etc.
Spójrz w zagraniczne gazety, nawet brukowce, jeśli już taka sytuacja się zdarza to nie liczą tego w latach tylko miesiącach, albo razach. Czym polki różnią się od innych kobiet? Naiwnością, głupią wiarą w to że oprawca się zmieni, czyli właśnie głupotą.
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą