Dziś bedzie o smutnych sprawach. No i wprawdzie nie tylko rodacy, ale doskonale to do nich pasuje.
A o co chodzi? A, o nasze narodowe cwaniactwo. O kombinowanie na każdym kroku, gdzie i jak da się przewalić system. Gdzie da się coś zakombinować, zachachmęcić, lub - mówiąc w prost - ukraść.
Ja rozumiem, że nasz wspaniały skąd inąd kraj, oraz lata komuny, a potem i raczkującego kapitalizmu nauczyły nas, że kto nie kombinuje ten nie żyje. Rozumiem i to, że tradycje naszego cwaniatwa wywodzą się z czasów jeszcze dawniejszych, gdy w Polsce liczył się ten, "co ma szablę i lada jąką kompanię zebrać potrafi".
Są jednak kraje, gdzie żyje sie inaczej. Tu, w Norwegi, jest wiele rozwiązań, bardzo wygodnych, przyjemnych i sprytnych, których jednak w Polsce wprowadzić się nie da, gdyż zakładają one elementarną uczciwość usługobiorcy.
Przykład, który mnie ostatnio dotknął. Chciałem sobie załatwić internet u miejscowego dostawcy telefoni komórkowej. Do całkiem niedawna nie było z tym problemu - wystarczyło przedstawić swoją umowę o pracę, podpisać umowę i gotowe. Teraz jest inaczej, a przyczyną tego, jak wyjaśnił mi to pracownik w/w firmy jest to, że częste były przypadki, iż obcokrajowcy brali telefon, inny sprzęt, podpisywali umowę i ... znikali z Norwegii.
Można powiedzieć - Norwegi sami sobie winni, skoro dawali to wszystko na wiarę. Ale właśnie o to chodzi - już się nauczyli nie ufać nam, obcokrajowcom. Teraz trzeba wpłacić depozyt i co gorsza - czekać. Było wygodnie, po norwesku, aleśmy to zepsuli.
Takich sytuacji zaobserwowałem już więcej, w różnych sytuacjach, również takich, gdzie widziałem "cwaniakujących" Polaków. Tylko patrzeć, jak se Norwegi zdadzą sprawę, że z nami nie można na słowo, że bez barykady przepisów i obostrzeń zwyczajnie będziemy ich okradać.
To że robimy burdel we własnej zagrodzie, jestem jeszcze w stanie zrozumieć, choć komuna skończyła się dawno temu i czas najwyższy zacząć i u nas sprzątać. Ale nie psujmy sobie takich przyjemnych i wygodnych w użyciu krajów, jak Norwegia.
A na koniec jeszcze coś, co usłyszałem ostatnio, chociaż nie wiem, na ile to prawdziwe jest. Wydaje się jednak prawdopodobne: W Norwegii, ok 60% więźniów nie mówi po Norwesku. A w więzieniu w Oslo (i to już informacja pewna) działa polski ksiądz, który zajmuje się WYŁĄCZNIE opieką duchową nad polskimi więźniami.
Pozdrawiam, ze smutkiem
Polak zawstydzony na obczyźnie
Dobra, dobra. Chwila. Chcesz oceniać i komentować pliki?
Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą